Benedict Cumberbatch zostaje zbabadookowany. Hmm...
Pomimo zaangażowanej głównej roli Benedicta Cumberbatcha, "The Thing With Feathers" nie jest w stanie oddać sprawiedliwości zdumiewającej powieści Maxa Portera.
Żal to wypatroszenie duszy.
Żal to miłość, która nie ma dokąd pójść.
Żal jest siłą ujawniającą.
Żałoba jest również rzeczą z piórami.
Przełożona na duży ekran adaptacja zadziwiającej debiutanckiej powieści Maxa Portera "Grief Is The Thing With Feathers" przez scenarzystę i reżysera Dylana Southerna przekształca tę fantastyczną, ale głęboko odnoszącą się do straty historię, w jednotematyczną filmową bajkę, którą ratuje jeden z najlepszych występów Benedicta Cumberbatcha.
Głównym bohaterem jest bezimienny ojciec (Cumberbatch) zdruzgotany niespodziewaną śmiercią żony. Najwyraźniej natarczywa (jej?) obecność zaczyna prześladować go w domu, który dzieli z dwoma synami (Richardem i Henrym Boxallami) - pod postacią kruka. Czy grafik traci poczucie rzeczywistości, czy też nieproszony gość naprawdę wkradł się w życie rodziny?
Jeśli podchodzisz do The Thing With Feathers ze zdrowym uznaniem dla materiału źródłowego - i jeśli miałeś szczęście oglądać Cilliana Murphy'ego w przedstawieniu scenicznym - to kinowe podejście do powieści Portera bardziej frustruje niż zachwyca. Co prawda film trzyma się ściśle podziału na rozdziały (Tata, Chłopcy, Kruk i Demon), ale czegoś tu brakuje.
Dla tych, którzy przychodzą w ciemno, jest wystarczająco dużo do podziwiania, w szczególności zdjęcia Bena Fordesmana zakodowane horrorem i gwiazdorska gra Cumberbatcha. Niezależnie od tego, czy walczy z rozpaczą poprzez tarzanie się, czy też oddaje się tańcowi napędzanemu whisky, Cumberbatchowi udaje się przekonująco przekazać pełen zakres emocjonalny pogrążonego w żałobie ojca, który próbuje utrzymać rodzinę razem i traci zdolność komunikowania się. Sposób, w jaki wypowiada kwestie takie jak "miałeś niesamowitą mamę" z delikatnie łamiącym się głosem, jest po prostu rozdzierający serce.
Niestety, zaangażowany Cumberbatch w roli pogrążonego w żałobie wdowca musi stawić czoła określonym wątkom muzycznym ("In Between Days" The Cure i brudny blues Screamin' Jay Hawkinsa zawsze będą mile widziane, ale tutaj są wykorzystywane zdecydowanie zbyt dosłownie), a także pierzastej bestii, której poświęcono zdecydowanie zbyt dużo czasu na ekranie. Gdyby makabryczne przedstawienie żałoby nie byłoby tak ostentacyjne, film byłby przez to mocniejszy; pod koniec za każdym razem, gdy Corvus pojawia się, modlisz się o obcięcie mu skrzydeł.
Pominę tu wkręt autora recenzji o wersji scenicznej z Cillianem Murphym, bo po co sobie tworzyć jakąś wizję i mieć przed obejrzeniem filmu już jakieś alternatywne wyobrażenie. Można sobie do tego celu przeczytać oryginalną recenzję, w której dalej jest tak:
Dziobaty Babadook mógł być nieunikniony jako postać filmowa, ale lepiej wypadłby jako opętany sobowtór lub bardziej zaćmiony golem. David Thewlis (dubbingujący kruka) spełnia swoje zadanie, wygłaszając złowieszcze kwestie, takie jak „ludzie są niesamowicie nudni, z wyjątkiem żałoby” i „jesteś takim banałem - następny będzie album ze zdjęciami!”. Jednak antropomorficzny kruk, mimo że niezbędny, staje się manifestacją żalu, który nie może wyjść z cienia rzuconego przez Jennifer Kent (reżyserka Babadooka z 2014 r.).
Dodajmy do tego brak czarnego humoru powieści na rzecz uderzania poziomem dźwięku, który mógłby być bardziej crescendo, i do tego jakakolwiek samoświadomość sprawiają, że smutek jest bardziej frustrujący niż przerażający.
Southern wyraźnie zrozumiał koncepcję i intencję, ale przeniesienie jej na duży ekran związało się z listą nieuniknionych konwencji filmowych, które niestety przyćmiły niektóre z najbardziej przejmujących momentów powieści i przekształciły coś wyjątkowego w wymuszoną metaforę. Jego dzielny wysiłek, szlachetny w intencjach, po prostu nie jest tak głęboki ani radykalny, jaki mógłby - i powinien - być.
W przeciwieństwie do żałoby, łatwiej będzie wyjść poza The Thing With Feathers.
Cóż... Po takiej recenzji z tym większą ciekawością oczekuję na polską premierę filmu. Benedicta w czymś na kształt horroru jeszcze nie było, a zajawkę tańczącego pod wpływem whisky mieliśmy niedawno w "Ericku". Książki Maxa Portera nie znam, nie mogę więc sobie nic za bardzo wyobrażać. Ewentualnie zarys po wypowiedzi Maxa TUTAJ.
A tutaj 30 minutowy fragment audiobooka. I teaser z Berlinale:
"Potwory rzeczywiste i wyimaginowane stają w obliczu ambitnego przedsięwzięcia, które skutecznie równoważy realizm prawdziwego kryminału z dziecięcym podziwem i zachwytem."
Po pierwsze dla tych, którzy nie mają możliwości przeczytać w Gazecie wyborczej umieszczam tekst autorstwa Mai Staniszewskiej (x):
Nazwano go "ciachem kobiet myślących".
On sam swoją urodę porównywał
do konia lub leniwca.
Potrzebujecie detektywa-socjopaty,
neurochirurga, który został magiem, a może samego Szatana? Benedict
Cumberbatch chętnie podejmie się wyzwania. To najnowsze to lalkarz w
serialu "Eric", który wpada na osobliwy pomysł.
- Pociąga mnie inność tych ludzi, to coś,
co różni ich doświadczenie od mojego. Chcę to zrozumieć od środka –
mówił Benedict Cumberbatch w wywiadzie dla „New York Timesa" w 2021
roku, przy okazji premiery dwóch filmów, w których grał ludzi
oryginalnych, niepasujących do ogółu. Czyli takich, w których wciela się
najczęściej.
Byli to Phil, amerykański ranczer z początku XX wieku skrywający swój homoseksualizm w filmie "Psie pazury"
i Louis Wain, żyjący w tym samym czasie angielski malarz, który
popełnił mezalians i dla swojej chorej żony zaczął rysować
antropomorficzne koty w "Szalonym świecie Louisa Waina".
Ten pierwszy przyniósł mu nominację do Oscara. Kolejną w karierze, po
roli Alana Turinga, genialnego pioniera informatyki, geja zmuszonego do
"leczenia", które doprowadziło go do samobójstwa w „Grze tajemnic".
Nie ma znaczenia, czy jak Phil są fikcyjni,
czy jak Turing i Wain jak najbardziej prawdziwi – doskonale pasują do
kolekcji ekscentryków, których grać Cumberbatch lubi najbardziej.
12-letnia Tytania
Syn dwojga aktorów mający
wśród przodków dyplomatów, oficerów, ale także właścicieli niewolników
(rok temu pojawiły się spekulacje, czy ich potomkowie z Barbadosu nie
zażądają od aktora reparacji), daleki krewny króla Ryszarda III (to nie
żart), talentem aktorskim zabłysnął już w Harrow.
Ta druga po Eton najbardziej prestiżowa szkoła z internatem dla chłopców w Anglii
ma rozbudowany program artystyczny – zresztą właśnie dzięki
artystycznemu stypendium Cumberbatch się do niej dostał. On sam na
deskach szkolnego teatru debiutował w wieku 12 lat jako Tytania, królowa
wróżek w „Śnie nocy letniej" Szekspira, a zabłysnął jako Eliza
Doolittle w „Pigmalionie" George’a Bernarda Shawa. Nauczyciele byli pod
wrażeniem jego talentu, ale i oni i rodzice ostrzegali, że aktorstwo to
nie jest łatwe zajęcie.
Nastoletni Cumberbatch
rozpatrywał więc karierę prawniczą, ale w końcu uległ pasji. Zanim
zaczął studia aktorskie na uniwersytecie w Manchesterze, spędził „gap
year" ucząc angielskiego w tybetańskim klasztorze. Własną edukację
kontynuował w London Academy of Music and Dramatic Art. Dziś jest jej
prezydentem.
Detektyw-ciacho
W 2005 roku, podczas
przerwy w zdjęciach do kręconego w RPA serialu, został wraz z dwoma
przyjaciółmi uprowadzony przez uzbrojonych mężczyzn. Na szczęście
stracili tylko pieniądze i porządnie najedli się strachu. Cumberbatchowi
to wydarzenie uświadomiło, że chce wieść życie „nieco mniej zwyczajne".
Pięć lat później to życzenie się spełniło. Z
szanowanego i cenionego, ale jednak lokalnego aktora Cumberbatch stał
się światową gwiazdą. Oraz, również ku własnemu zaskoczeniu, symbolem
seksu. A to za sprawą Sherlocka Holmesa, którego współczesne wcielenie zagrał w serialu "Sherlock".
Jako "wysoko funkcjonujący socjopata" rozwiązujący zagadki kryminalne z
wiernym blogerem Johnem Watsonem u boku, Cumberbatch podbił serca
krytyków, ale przede wszystkim widowni.
Jego nietypowa uroda –
sam siebie porównywał do konia lub leniwca Sida z "Epoki lodowcowej" –
stała się nieoczekiwaną zaletą. Nazwano go "ciachem kobiet myślących". W
jego głosie zakochiwały się nie tylko angielskie dziennikarki, jak
Caitlin Moran, która opisała go jako "pomruk jaguara uwięzionego w
wiolonczeli", jego oczy z heterochromią, zmieniające w zależności od
oświetlania kolory między niebieskim i zielonym, przyciągały uwagę.
Szansę, jaką dostał od losu, Cumberbatch postanowił wykorzystać w pełni.
Mogąc wybierać, decydował się (i wciąż się decyduje) na role, które są
wyzwaniem.
Od Frankensteina do Edisona
Na zmianę doktor
Frankenstein i stworzona przez niego Istota w spektaklu Danny’ego
Boyle’a „Frankenstein", smok Smaug uchwycony techniką motion capture w
"Hobbicie" Petera Jacksona, Doktor Strange, genialny neurochirurg, który
zostaje magiem w filmach na podstawie komiksów Marvela, głos Szatana w
„Dobrym Omenie" czy bohater Roalda Dahla w nagrodzonej w tym roku
Oscarem dla filmu krótkometrażowego „Zdumiewającej historii Henry’ego
Sugara" Wesa Andersona.
Prawdziwi ekscentrycy:
Julian Assange, haker i założyciel WikiLeaks, Thomas Alva Edison,
Dominic Cummings, człowiek, który sprzedał Brytyjczykom Brexit? Nie ma problemu.
Do tego Hamlet w spektaklu Barbican Center, niebinarna modelka w "Zoolanderze 2" czy noszący w sobie traumę z dzieciństwa współczesny arystokrata Patrick Melrose z ekranizacji nagradzanej powieści albo sprawca tragedii zakochanych, odrażający pedofil z „Pokuty" – dla Cumberbatcha nie ma rzeczy niemożliwych do zagrania.
Tak, czasem wciela się w
zwyczajnych ludzi, ale zazwyczaj w niezwyczajnych okolicznościach. A to
przedsiębiorcę, który został szpiegiem w „Grze szpiegów", a to
prokuratora wojskowego w Guantanamo w „Mauretańczyku", a to oficerów z
czasów I wojny światowej w „Czasie wojny" czy „1917". Ale to zdecydowana mniejszość jego filmografii.
Demony Erica
Claire Foy, która grała z nim, zanim stał się
sławny, w kameralnym dramacie obyczajowym "Wreckers", a potem
partnerowała w "Szalonym świecie Louisa Waina", mówiła w „New York
Timesie": „Jest uosobieniem prawdziwego aktora, bardzo oldskulowego w
tym sensie, że jest ekscentryczny i dziwaczny i skacze na głęboką wodę.
Jest owładnięty pasją do aktorstwa, rzemiosła i samego procesu
tworzenia, czego o wielu aktorach nie można powiedzieć".
Teraz Cumberbatch gra
kolejnego ekscentryka. W serialu Netflixa "Eric" wciela się w lalkarza z
Nowego Jorku lat 80., nad którym po zniknięciu syna władzę zaczynają
przejmować jego własne demony. W końcu tworzy lalkę, na wzór jednego z
rysunków chłopca wierząc, że gdy ten zobaczy ją w telewizyjnym
programie, który prowadzi, zajdzie drogę do domu.
Prywatnie 47-letni
Cumberbatch również jest ojcem. Z reżyserką teatralną i operową Sophie
Hunter doczekał się trzech synów, z których najstarszy ma, jak syn jego
bohatera w "Ericu", dziewięć lat.
Wszyscy się zastanawiają, kiedy jest dobry czas na rozgrzebywanie trudnych tematów.
Według mnie lepiej działać, niż zaniechać. Zwłaszcza, kiedy jest jeszcze jakaś nadzieja, by Wielka Brytania nie odeszła od Unii Europejskiej.
Zdaje się, że z podobnego założenia wyszedł James Graham pisząc scenariusz filmu Brexit: The Uncivil War. Swoją wiedzę na ten temat oparł na dwóch książkach: Craiga Olivera Unleashing Demons: The Inside Story of Brexit (czyli "Uwalniając demony: historia Brexitu od środka") oraz Tima Shipmana All Out War: The Full Story of How Brexit Sank Britain's Political Class
(czyli "Wojna totalna: kompletna opowieść o tym, jak Brexit zatopił brytyjską klasę polityczną").
Pierwszy autor - Craig Oliver - pełnił funkcje dyrektora politycznego i komunikacji Davida Camerona. W każdym kluczowym momencie podczas referendum towarzyszył Premierowi Rządu jako jego bliski współpracownik. Z bogatym doświadczeniem redaktora wiadomości w BBC wiedział jak radzić sobie z mediami. Został przywódcą zwolenników pozostania w Unii, przewodził kampanii na rzecz Remain. W filmie rewelacyjnie zagrany przez Rory'ego Kinneara.
Natomiast Tim Shipman to dziennikarz, w branży od szesnastu lat, z bogatym doświadczeniem w relacjonowaniu brytyjskiej i amerykańskiej polityki oraz stosunków
międzynarodowych. Obecnie jest redaktorem politycznym w Sunday Times. Czterokrotnie zajmował się wyborami powszechnymi w Wielkiej Brytanii i trzykrotnie w Stanach Zjednoczonych. Dobrze znany wśród polityków wszystkich partii w Westminsterze, jest ich zaufanym powiernikiem. Ma coraz większe grono zwolenników
jako błyskotliwy obserwator sceny politycznej. Dzięki szerokiemu dostępowi do polityków i ich doradców, takich jak Boris
Johnson, Michael Gove, George Osborne, Nigel Farage i właśnie Dominic
Cummings - mózg kampanii Vote Leave, Tim Shipman napisał polityczną opowieść o tym, co na prawdę działo się za kulisami na Downing Street w czasie kampanii referendalnych. Wygląda na to, że źródła by stworzyć rzetelny scenariusz, były kompetentne.
Film pokazuje kampanię brexitową, pokazuje jak pracowano nad głosami wyborców, jak docierano do najmniej zainteresowanych, czy może raczej uważających, że ich głosy nie mają znaczenia, i że i tak już nic im przecież nie pomoże. Jak wpojono wystarczającej większości, że trzeba na powrót przejąć kontrolę nad wszystkim, bo dlaczego Unia ma wszystko kontrolować? Pokazano mechanizmy działania i umiejętność wpływania na ludzkie wybory poprzez przekazywanie odpowiednich treści, poprzez precyzyjne celowanie reklamami w mediach
społecznościowych.
I najwyraźniej Dominic Cummings, przywódca obozu za wyjściem, działał w dobrej wierze, był całym sercem oddany sprawie. Jak dobry prawnik bronił swojego zadania i prowadził je skutecznie do końca. Aż do przypadkowej rozmowy (fikcyjnej) w cztery oczy z Craigiem Oliverem, szefem kampanii za pozostaniem. Wtedy to sposób patrzenia filmowego Cummingsa został zakłócony nowymi argumentami. Po tym spotkaniu coś się zmieniło w jego podejściu do pracy na rzecz wyjścia z Unii Europejskiej. Niestety, było już za późno, machina toczyła się z właściwym pędem, który został jej nadany przez samego Dominica Cummingsa.
Umiejętnie zbudowana akcja filmu została podparta wątkami z 9 symfonii Ludwiga van Beethovena, znanej także jako symfonia radości. Z niej przecież pochodzi Oda do radości, hymn Unii Europejskiej. Cóż za przewrotność.
scenariusz: James Graham
reżyseria: Toby Haynes
obsada:
Benedict Cumberbatch jako Dominic
Cummings, główny strateg polityczny obozu Vote Leave
Rory Kinnear jako Sir Craig Oliver,główny strateg polityczny obozu Remain
John Heffernan jako Matthew Elliott, strateg polityczny obozu Vote Leave
Gavin Spokes jako Lord Andrew
Cooper, strateg polityczny i ekspert sondażowy obozu Remain
Liz White jako Mary Wakefield, żona Dominica Cummingsa
Kyle Soller jako Zack Massingham, współzałożyciel AggregateIQ
Simon Paisley Day jako Douglas
Carswell, członek parlamentu partia UKIP
Paul Ryan jako Nigel Farage, członek parlamentu europejskiego partia UKIP
Lee Boardman jako Arron Banks, biznesmen brytyjski darczyńca na rzecz Leave.EU
Nicholas Day jako John Mills, biznesmen brytyjski pokazany jako zarządzający ruchem Vote Leave
Tim McMullan jako Sir Bernard
Jenkin, eurosceptyk, członek partii konserwatywnej i ruchu Vote Leave
Richard Durden jako Sir Bill Cash, eurosceptyk, członek partii konserwatywnej i ruchu Vote Leave
Richard Goulding jako Boris Johnson, eurosceptyk, członek partii konserwatywnej dołączający do ruchu Vote Leave
Oliver Maltman jako Michael Gove, eurosceptyk, członek partii konserwatywnej dołączający do ruchu Vote Leave
Aden Gillett jako Robert Mercer, amerykański biznesmen i darczyńca na rzecz Leave.EU.
Premiera filmu miała miejsce 7 stycznia na kanale telewizji Channel 4 (współproducent)
Najpierw był pokaz w Los Angeles
3 maja 2018 - BAFTA TV Preview: Patrick Melrose
z udziałem reżysera Edwarda Bergera i producentów: Michaela Jacksona, Rachel Horovitz, Adama Acklanda, Helen Flint i Benedicta Cumberbatcha.
Benedict Cumberbatch właśnie odhaczył ostatnią rolę ze swojego zestawu rzeczy do zrobienia przed śmiercią -3 maja 2018 - The New York Times
Nawet jako uzależniony od heroiny Cumberbatch jest fascynujący - 5 maja 2018 - Variety
Patrick Melrose Cumberbatcha dobiera się do serca przegniłego systemu klasowego - 7 maja 2018 - Big Issue a
A poza tym: " BC dzięki SunnyMarch kontroluje swoją artystyczną przyszłość i ma wpływ na
kształtowanie kultury. - To brzmi okropnie, jakbym to ja decydował, jaki
film będziesz oglądać - mówi."
The Guardian - 8 maja 2018 - Benedict Cumberbatch zwraca uwagę i naciska by przemysł filmowy odrzucał
projekty filmów, gdzie kobiety są finansowo gorzej traktowane niż
mężczyźni
Niech panie i panowie mają równe gaże!
RadioTimes - 12-18 maja 2018
fragmenty:
Benedict przyszedł na rozmowę z Caitlin Moran z nowym bajeranckim telefonem z włączaniem na hasło i rozpoznawaniem twarzy.
Niestety zapomniał hasła, a rozpoznawanie twarzy jakoś nie chce zadziałać..
Prawdopodobnie to problem wszechstronnego aktora - której twarzy użył w tym wypadku?
Najnowszy gadżet z Avengersów - czapka bejsbolówka.
Thor ma swoje pudełko na lunch, plecak, czapeczkę, Hulk ma, Spiderman też!
Gdzie są gadżety doktora Strange'a?
"Gdzie jest mój plecak doktora Strange'a na litość boską!? Ja też jestem bohaterem Marvela! Mogę manipulować czasem!"
Czy zagrałbyś, w interesie feminizmu, rolę w kobiecym filmie, gdzie byłbyś atrakcyjnym gorącym ciachem?
"Jasne! Oczywiście! Z nęcącą muzyką saksofonu... Jednak musiałbym być w formie"
Nie lubi mówić o życiu prywatnym. "Po prostu nie mogę". Taka zasada.
Jest szczęśliwy z Sophie, mają 2 chłopców Kita i Hala i odnalazł świetną
równowagę pomiędzy życiem a pracą: "wiem, że każdy myśli że jestem we
wszystkim, ale nie, chcę brać udział w dzieciństwie swoich dzieci." RadioTimes - Benedict Cumberbatch ogrywa niesamowitego Patricka Melrose RadioTimes - Za kulisami Patricka Melrose RadioTimes - 11 maja 2018 - Dlaczego Cumberbatch jest idealny do tej głębokiej i całościowej roli? RadioTimes - 4 maja 2014 - Poznajmy obsadę Patricka Melrose z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej.
Digital Spy - 8 maja 2018 - Cumberbatch obiecuje odrzucać role w filmach, w których kobiety nie będą miały porównywalnej z mężczyznami gaży.
"Równa płaca i miejsce przy stole to główne zasady feminizmu" - mówi Ben.
USA Today - 9 maja 2018 - Benedict Cumberbatch jest nieokrzesany, niechlujny i lepszy niż kiedykolwiek!!!
The Custard TV - 9 maja 2018 - Benedict Cumberbatch błyszczy w wymagającej roli Patricka Melrose.
Dzięki niemu bohater staje się tak realny jak ty i ja.
The Atlantic - 10 maja 2018 - Patrick Melrose Is a Lacerating Tour de Force
The Wall Street Journal - 9 maja 2018 - ‘Patrick Melrose’ przedstawia współczesną Anglię jako odnoszącą porażkę
instytucję bez "jakości" przedstawionej w Downton Abbey’ czy ‘The Crown"
The Washington Post - 10 maja 2018 -‘Patrick Melrose’ jest najbardziej Cumberbatchową produkcją ever. I to bardzo dobra wiadomość!
Creative Planet Network - 9 maja 2018 - director Edward Berger says he wanted each episode to "look different
and have its own visual style to represent the psychological development
of that character and to reflect the decade."
The New York Times - 10 maja 2018 - Benedict Cumberbatch jest bezkonkurencyjny jako ‘Patrick Melrose’
The DailyBeast - 5 maja 2018 - Benedict Cumberbatch olśniewa w swojej roli życia .
NPR - 10 maja 2018 - Cumberbatch jest fascynującym 'Patrickiem Melrose'
arystokrata nawiedzany przez własną przeszłość...
Vulture - 11 maja 2018 - Patrick Melrose i mózg Benedicta Cumberbatcha pod wpływem narkotyków
The Globe and Mail - 11 maja 2018 - Wyrazy uznania dla Benedicta Cumberbatcha. Nie bierze się za łatwe role,
ani nie spoczywa na laurach. W swoim najnowszym i olśniewającym
wcieleniu pracuje na złamanie karku co zapiera dech w piersiach, ale
jest wyczerpujące dla każdego.
iNews - 11 maja 2018 - Does Benedict Cumberbatch’s new role just see him playing another extreme version of himself?
The Financial Times - 11 maja 2018 - Patrick Melrose zrobiony przez Sky Atlantic jest "doskonały ponad oczekiwania". Ten szał wśród Nowego Jorku to mieszanka gorączkowego humoru, horroru i patosu w powieści Edwarda St Aubyna.
oraz najnowszy Los Angeles Times - 12 maja 2018 - Benedict Cumberbatch podejmuje rolę marzeń Patricka Melrose.
Jeśli mam być z Wami szczera, to będzie to jedna z najtrudniejszych dla mnie recenzji, ponieważ samego filmu nie da się w pełni ocenić bez spoilerowania.
Jednakże wkrótce pojawi się druga recenzja, ze spoilerami, aby na spokojnie wszystko omówić. W tej natomiast zajmę się suchymi faktami oraz moim odczuciami ze strony bardziej technicznej.
x x x
Film swoją oficjalną premierę w Polsce miał 26 kwietnia 2018, a na świecie dzień później (nie licząc oficjalnej premiery, która odbyła się 23 kwietnia w LA).
Został wyreżyserowany przez Anthony'ego oraz Joe Russo, którzy wcześniej wyreżyserowali m.in. Kapitana Amerykę: Zimowego Żołnierza oraz Kapitana Amerykę: Wojnę Bohaterów.
Przeglądając inne recenzje, dość często padało hasło, iż ten film jest przełomowy dla naszej współczesnej popkultury i w pełni się z tym zgadzam. Nikt jeszcze nie zgromadził w jednym filmie tylu kultowych superbohaterów, których już wcześniej mogliśmy zobaczyć na ekranach kin, bądź w komiksach.
Bracia Russo zdecydowanie podołali zadaniu. Każdy bohater ma coś do powiedzenia, zostało pokazane, jakie ma umiejętności oraz czego mniej więcej możemy się po nim spodziewać. To naprawdę jest nie lada wyczyn.
Chciałabym omówić rolę Benedicta, czyli naszego Doctora Strange'a, jednak to zostawię na inny post, ponieważ nie chcę komuś psuć zabawy z oglądania.
Soundtrack. Oj tak, to jest coś niebywałego. Dodaje filmowi niesamowity klimat. Dawno nie byłam tak zachwycona ścieżką dźwiękową.
Efekty specjalne są jak zwykle na wysokim poziomie. Co prawda, czasami widać, iż Thanos, czyli czarny charakter, nie wygląda tak, jak powinien, jednak występuje to może tylko przy paru ujęciach i trzeba mieć naprawdę dobre oko.
Wszyscy wiedzą, jak wyglądała sytuacja ze scenariuszem do filmu. Jestem pod wrażeniem scenarzystów, że zrobili kilka wersji, jednak ta prawdziwa jest niesamowita. Kwestie postaci są napisane idealnie, ich relacje, które później zaczęły się tworzyć... Widać, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Film nie jest dla każdego. Jeżeli nie jest się fanem Marvela, to większość rzeczy może być niezrozumiała lub nie podejdzie się do nich tak emocjonalnie, jak powinno. Choć bracia Russo postarali się, aby ten film mógł zobaczyć każdy, to moim zdaniem, powinno się zobaczyć te 18 wcześniejszych produkcji, by poczuć powagę, która panuje przez praktycznie cały seans. Jeśli natomiast jest się fanem serii, to ten film wgniecie go w fotel.
Akcja dzieje się bardzo szybko, jednak nie da się jakkolwiek pogubić. Występuje typowy dla Marvela humor, jednak uwierzcie mi, w pewnym momencie nawet nie zwrócicie uwagi na żarty, które padną podczas jakiejś rozmowy. Poza tym dobór grupek, o których wspomniałam W TYM POŚCIE jest wręcz idealny (o nich również powiem w osobnym poście).
x x x
Pozostaje mi jedynie życzyć Wam miłego seansu, jeśli jeszcze nie byliście w kinie, a tym, którzy byli, przypominam, że to jeszcze nie koniec. Avengers 4 już za rok!