Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SNL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SNL. Pokaż wszystkie posty

141. Twarze Benedicta w SNL - podsumowanie


Na zakończenie opowieści z SNL jeszcze szybkie podsumowanie.
Taka była zajawka Saturday Night Live z Benedictem, pokazywana w TV przed emisją programu
5 listopada 2016:

- W końcu się spotykamy... Oh, f*** 
via YT



Benedict w Saturday Night Live - część 1 Monolog
Benedict w Saturday Night Live - część 2 Koohl Toilet
Benedict w Saturday Night Live - część 3 Why Is Benedict Cumberbatch Hot?
Benedict w Saturday Night Live - część 4 Office Hours
Benedict w Saturday Night Live - część 5 Surprise Bachelorette
Benedict w Saturday Night Live - część 6 Criminal Mastermind
Benedict w Saturday Night Live - część 7 Gemma & Ricky
Benedict w Saturday Night Live - część 8 Meeting With Mr. Shaw








całość do obejrzenia na VIMEO

 

139. Benedict w Saturday Night Live - część 8 Meeting With Mr Shaw

To był ostatni skecz z Benedictem w Saturday night Live tego (5.11.2016) wieczora:
dwóch biznesmenów (Beck Bennett, Kenan Thompson) ma spotkanie z tajemniczym, potencjalnym inwestorem (Mr. Shaw) i jego osobistym attaché, którego gra Benedict Cumberbatch.


- Panowie muszą być z Mercy General.
- Nazywam się David Hoff, a to jest Dan Fletcher.
- Tak, ale przepraszam bardzo mieliśmy wrażenie, że spotkamy się osobiście z panem Shaw... - mówi Fletcher.


- Czas pana J. Suttona Shaw jest niezwykle cenny, jeśli uznam waszą propozycję za interesującą poproszę tutaj pana Shaw. - odpowiada Benedict grający attaché pana Shaw.
- Dobrze więc. Jak pan wie nasz szpital ma teraz pewne kłopoty...


- Szczerze mówiąc szukamy kogoś, kto mógłby nas wesprzeć finansowo, dokonać jakiejś znaczącej darowizny.
- Taaak, filantropia daje panu Shaw coś w rodzaju emocji. Dobrze więc - attaché pana Shaw łączy się z sekretarką. - Karolino, czy możesz poprosić pana Shaw, żeby przyłączył się do nas?
A do gości mówi:
- Cokolwiek byście nie pomyśleli nie wspominajcie na głos o jego wyglądzie (ew. bliznach, śladach).
Karolina wprowadza pana Shaw.


Attaché woła ucieszony:
- Panie Shaw! Jak udała się partyjka golfa dziś rano? - po czym wysłuchuje milczącej odpowiedzi pana Shaw'a. Następnie mówi dalej:
- O, tak, to dlatego nazywają to "dogleg", proszę pana. (dogleg - dosł. psia noga, w golfie ostry zakręt do pokonania). Żartuję oczywiście. Taak, ci panowie są ze szpitala Mercy General - przedstawia gości panu Shaw, a do nich samych mówi:
- Do panów dyspozycji.
Panowie są wyraźnie speszeni, zażenowani i zdziwieni:
- Hmm..
- Przepraszam, czy to jakiś żart?
Na co attaché lekko oburzony pyta:
- Czy pan Shaw wygląda na kogoś kto sobie żartuje?
- Czy możemy więc zapytać go o wsparcie finansowe?
- Tak, choć pan Shaw zawsze jest lekko zakłopotany kiedy się mówi o pieniądzach, bo on sam w tym siedzi.
- W porządku... - mówi ostrożnie pan Fletcher. - Rozmawiamy z różnymi inwestorami, mamy nadzieję... - przerywa mu jednak attaché pana Shaw'a:
- Przepraszam, muszę tu pana zatrzymać na chwilę. Pan Shaw chciałby zobaczyć pana zegarek. Zwrócił na niego uwagę, bo jest błyszczący.


- Ooo, dobrze... - Fletcher zdejmuje zegarek i podaje.
Attaché bierze zegarek i zaczyna potrząsać nim przed "nosem" pana Shaw:


- Tak, jest bardzo błyszczący, panie Shaw. - a do gości mówi:
- Pan Shaw zauważył, kiedy tak światło uderzyło w pana zegarek, że przypomina mu to rybę błyszczącą w strumieniu. Ooo, proszę, jak skacze.
Zażenowani panowie mówią:
- Przepraszam, co my tu robimy? - Fletcher
- Mam wrażenie, że to całkowita strata czasu.
- Na prawdę!? - przerywa oburzony attaché. - Strata czasu?


A nie było stratą czasu - kontynuuje - kiedy dalajlama spędził tutaj jego 60 urodziny? Richard Branson wyglądał na zadowolonego spędzając popołudnie z panem Shaw, podobnie zresztą jak Nelson Mandela i Howie Mandela! Oczywiście był też czas, kiedy pan Shaw spotkał się z panem Salmonem Rushdie i był poważnie zawiedziony, kiedy okazało się, że to jedyny łosoś, którego pan Shaw nie mógł zjeść. (salmon = łosoś) - kończy śmiejąc się.
Biznesmeni są skonsternowani. Fletcher mówi:
- Potrzebujemy pieniędzy pieniędzy dla szpitala, żeby pomagać chorym ludziom.
- Interesujące - mówi attaché. - W końcu do czegoś doszliśmy - mówi ze zrozumieniem. I nachyla się w kierunku pana Shaw mówiąc - Szybka konferencja.


Gestykuluje, porozumiewa się ze stojącym obok niego człowiekiem-ptakiem. Po czym zwraca się do gości:
- Bardzo dobrze, proszę panów, gratulacje!
- Mówi pan poważnie? Zamierza pan zasponsorować szpital? - pyta Fletcher.
- 1,7 miliona dolarów dzięki uprzejmości tego tutaj staruszka. Może, po pana zainwestowaniu, nazwą skrzydło pana imieniem - śmieje się. Po czym szybko kontynuuje:
- O, nie, to miał być żart, sir. Nie chciałem pana urazić... - wygląda, jakby wysłuchiwał jakichś przykrych słów od pana Shaw. - Nie, to na prawdę nie było moim zamiarem... Jaki podtekst? - nasłuchuje. - Co? Sir, nie mówi pan poważnie. Poświęciłem panu 27 lat mojego życia. Opuściłem narodziny córki! Nie może mnie pan zwolnic... bo sam rezygnuję! Powodzenia ze wszystkim, panowie. Mam nadzieję, że wasz szpital potrafi naprawić złamane serce.


Hoff chlipie:
- To takie smutne.
A Fletcher dodaje:
- Tak na prawdę kardiologia jest jedną z naszych specjalizacji.
Attaché mówi:
- Chyba pójdę zabrać swoje rzeczy...


Wracając dodaje:
- Panowie, powodzenia z waszym szpitalem. Panie Shaw, to była dzika jazda - odwraca się i wychodzi.
Biznesmeni zostają sam na sam z panem Shaw. Fletcher pyta:
- Czy w takim razie pan nam wypisze czek, czy...
Wchodzi Karolina i mówi:


- Przepraszam, pan Shaw weźmie teraz swoją kąpiel - wygląda, jakby Shaw coś do niej mówił. - Co pan mówi? Przyłączyć się do pana? Och, panie Shaw!!!
Śmiech i koniec :)

Można obejrzeć via YT:

137. Benedict w Saturday Night Live - część 7 Gemma i Ricky


Sorry, wybaczcie nie-kolejność :)
5 listopada w Saturday Night Live z Benedictem
przed Mistrzem kryminalistyki
(przedstawionym w części 6 Benedicta w Saturday Night Live TU)
był skecz o Gemmie i Ricky'm...!

Oto więc, mniej więcej, jego treść: 

- No cóż, Gene, muszę powiedzieć ci to prosto w twarz: Atlantic City nie jest takie obrzydliwe. Mam na myśli ten Bobby's Flay's Steak House? Coś niebywałego!  
- No ale Bobby Flay daje ci wejściówkę do hallu celebrytów.
- Gene, miałeś o tym nie wiedzieć.
- Ja nie osądzam. Moja wejściówka to Mila Kunis jako Meg w "Family Guy" (Głowa rodziny).
- Ok., w porządku, proszę pana - wpadają sobie w objęcia. 


Wchodzi Benedict jako Ricky z dziewczyną. Rick mówi:
- O mój Boże, Gene! Mój ziom Gene jest w trakcie ostrej publicznej jazdy!
- Przepraszam? - dziwi się Gene.
- Gene, nie bądź samolubem. Przedstaw mnie.
Dziewczyna obok Ricky'ego mówi do niego:
- Hej, a ty nie bądź niegrzeczny, stoję tu obok ciebie. Jestem Gemma.
Gene skonfundowany mówi:
- Przepraszam, możesz powtórzyć kim jesteście?


- To ja! Ricky Diamonds. Spotkaliśmy się na warsztatach z akceptacji męskiego ciała.
- O, jasne...
Wtrąca się z pytaniem towarzyszka Gene'a:
- Co to są warsztaty z akceptacji męskiego ciała?
Ricky odpowiada:
- Musiałem oglądać kutasa twojego męża i kombinować, co pięknego w nim widzę.
- A ja jestem Gemma – upomina się o swoje prawa Gemma.
- Starczy tego – mówi Ricky i razem ze swoją towarzyszką dosiadają się do stolika Gene’a – Musimy nadrobić zaległości.


- Mieliśmy tu mieć coś w rodzaju randki – trochę oburzona wtrąca sąsiadka Gene’a. Ale Ricky nawija dalej:
- W takim razie spodoba się wam, kiedy usłyszycie co ja robię. Jestem rock’n’rollowym mentalistą. To znaczy
że robię coś w rodzaju magii dla rock and roll’a. A to jest Gemma – Ricky w końcu przedstawia swoją przyjaciółkę.
- Jestem Brytyjką – dodaje zadowolona z siebie Gemma.
- Jaki świetny ma akcent. Brzmi jak GPS. Dalej, kochanie, powiedz coś.
- Przeliczanie, przeliczanie (recalculating, recalculating).
Gene stwierdza:
- Och, och... A więc..
Ricky wpada mu w słowo:
- Jak się spotkaliśmy?
Gemma ciągnie historię dalej:
- Na chirurgii plastycznej. Obydwoje robiliśmy swoje cycki.
- Taak, bo ja potrzebuję mieć dobry dekolt do moich magicznych pokazów.
- Potrzebujesz? – trochę niedowierza towarzyszka Gene’a, więc Ricky bierze ją za rękę i pokazuje:
- Zobacz, dotknij. Jak prawdziwe. A nie są! Zapłaciłem za to. A teraz dotknij jej, też w dotyku jak prawdziwe, prawda?


- Nie zapłaciłam za nie jeszcze. Ciągle mi brakuje. Może się okazać, że będę musiała je oddać. Myślę o zrobieniu czegoś w rodzaju kickstartera (zbiórka pieniędzy w celu sfinansowania). Mogę na was liczyć? Każdy grosz się liczy.


Gene mówi:
- Myślę, że możemy się dołożyć...
- Gene! – Wtrąca oburzona jego towarzyszka. Ale Ricky się wtrąca:
- Hej, chcecie zobaczyć sztuczkę?
- Nie zupełnie... – mówi towarzyszka Gene’a, ale Gemma zachęca:
- Tak, magia, magia! Zrób sztuczkę, kochanie!
- To nie sztuczka, mała. To iluzja. – wyciąga talię kart i zwraca się do partnerki Gene’a:
- Dobra, weź kartę, jakąkolwiek, potem włóż ją z powrotem do talii. Nie pokazuj mi jej. Teraz włóż talię do ust. A teraz ty, Gene, potwierdź, że to jest prawdziwy pistolet. – i podaje pistolet.


- No tak, to prawdziwy pistolet. W pełni naładowany. – sprawdza Gene i oddaje broń.
Ricky mówi:
- Daję go Gemmie.
Przestraszona partnerka Gene’a bełkocze przez karty w ustach, czy będą do niej strzelać.
- Nie, nie zostaniesz zastrzelona, to przecież trick. – uspokaja ją Gene.
 Tymczasem Gemma zakłada sobie serwetkę na głowę:


- Zakładam serwetkę na głowę, dobrze robię? Nic nie widzę. O tak. Zaczynam: raz, dwa, trzy...
- Hej celujesz we mnie! – woła troszkę przestraszony Gene. – Obróć się trochę w lewo! 
- Wypraszam sobie! - bełkocze jego towarzyszka  
- To trick, kochanie - uspokaja Gene.
Gemma zaczyna jeszcze raz, ale wpada kelner i mówi:
- Przepraszam, ale tu nie można mieć broni.
- Ale to sztuczka magiczna - mówi Gemma odsłaniając twarz.


-  Rozumiem, ale muszę go zabrać.
Ricky wtrąca się w końcu, zbulwersowany potraktowaniem:
- Facet, jestem w środku iluzji. Potraktowałbyś tak Chrisa Angela?
- Kogo? - dziwi się kelner.
- O mój Boże, co za głupek, na prawdę nie wiesz kim jest Chris Angel? Na prawdę jesteś głuchym głupkiem, gościu.
Gemma pyta:
- Czy teraz mogę zdjąć serwetkę z głowy? 
- Tak, magia skończona. - odpowiada Ricky. - Wybacz Gene, Gemma może zastrzelić twoją żonę na zewnątrz.
- Dobra, to była długa noc, idziemy - mówi partnerka Gene'a popychając go do wyjścia.
Ale Ricky prosi:
- O, nie, nie pozwólcie temu idiocie zepsuć mi zabawy. Moja dziewczyna jest piosenkarką. 
- Jestem piosenkarką
- Zaśpiewaj swoją piosenkę.


- Ma tytuł "Magia". Podaj mi rytm, kochany. - mówi do Ricky'ego, ten stuka, a ona zaczyna śpiewać:
D.J. sprowadził magię zeszłej nocy, 
bo rzuca zaklęcia na parkiecie,
zahipnotyzoował, zaklął, (hipnotized, mesmerized)
magiczny kapelusz, wiem o tym, 
o to chodzi, takie wow, 
Harry Potter, myślę, że ona to ma
pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, buch 
zniknęłaaaa!

 

Gene i jego towarzyszka siedzą oszołomieni, Ricky mówi coś w rodzaju:
- Kochanie, jeśli chciałaś zmienić wszystkich przy stole w skały udało ci się (w sensie, że zastygnęli). Wiem, jaki Gene jest twardy, mogę to powiedzieć widząc, jak się zwija na swoim siedzeniu.
- Co? Kto się zwija, nie ja. - mówi oburzony Gene.
- Tak, zwijasz się, próbujesz coś pozmieniać! - mówi towarzyszka Gene'a.
- Co? Nie możesz po prostu docenić tego, co tu się dzieje? - pyta Gene.
- Hm, myślę, że tak - przyznaje kobieta.


 - O, znowu są zakochani, i to z powodu mojej piosenki. - Stwierdza zadowolona Gemma. - Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, buch - zniknęłaaaa!

I koniec. Do obejrzenia via YT

Z programu Saturday Night Live 5 listopada 2016 r. został do rozpracowania jeszcze jeden skecz, czyli jedna część, z udziałem Benedicta.

133. Benedict w Saturday Night Live - część 6 Criminal Mastermind


Saturday Night Live 5 listopada 2016 trwa.
Kolejny skecz
z gospodarzem
programu tego dnia
Benedictem Cumberbatchem to



Criminal Mastermind - Kryminalny mózgowiec


AAA!!! Będzie się działo!


Widok na gmach budynku. Magazyn, skład czegokolwiek.











Do pomieszczenia wpadają dwaj detektywi? Nieumundurowani policjanci?

Słychać coś w rodzaju tykania, jeden z mężczyzn mówi, podnosząc płachtę okrywającą ustrojstwo z pewnością będące uzbrojoną i tykającą bombą:


- Jest tutaj, słyszę to!
- Ile czasu mamy zanim to zmieni to miejsce we wnętrze ekspresu do kawy?
- Nie wiem.
Słychać dzwonek telefonu, który leży na bombie. Panowie są w konsternacji...
Jeden odbiera:
- Halo?
- Panie i panowie zapraszam do gry! Księżyc świeci tak jasno jak w dzień.
- Kto mówi?


- Witaj, Slade - mówi gość w telefonie = Benedict. - Możesz mówić do mnie Jack. Opowiem ci historię o Jacku i Nory, i teraz moja historia się zaczyna. Opowiem ci inną o bracie Jacka, i teraz moja historia się kończy. Czy chcesz ze mną zagrać, Slade?
- A mam jakiś wybór?


- Tuż obok ciebie stoi 600 gramów ładunku wybuchowego C-4. A ja trzymam detonator. Jeśli chcesz, żebym go zdezaktywował odpowiedz na moje pytanie: matka Johnny'ego miała troje dzieci, jedno to April, a drugie May. Teraz powiedz mi jakie jest imię trzeciego dziecka. Masz 60 sekund. - Rozłącza się.
- Dałem mu 60 sekund! - mówi jakby zadowolony z siebie Jack.
- O, nieźle - z uznaniem stwierdza siedząca z nim przy stole kobieta.

Chwila konsternacji, nicnierobienia w oczekiwaniu na odpowiedź detektywa...
Przerywa towarzyszący Jackowi i kobiecie mężczyzna:
- Widzieliście "Stranger Things"? Jest dobry. Zdaje się, że został oparty na prawdziwej historii.
- Ron, przysięgam na Boga, jeśli wspomnisz... - przerywa mu dzwonek telefonu. - Tak? - odbiera.
- To Johny! Powiedziałeś, że matka Johny'ego miała trójkę dzieci, więc to jest Johny we własnej osobie.
- Brawo, Slade.Widzę, że zabicie ciebie będzie trudniejsze niż myślałem. Wygląda, że zapomniałeś o sprawie azotanu amonu, który umieściłem w twoim samochodzie zostawionym koło szkoły!
- Nie możesz tego zrobić - woła Slade. - Tam są dzieci!


- Nie będą zbyt długo, chyba, że posłuchasz, ponieważ powiem to tylko raz. Jest słowo, niezwykłe słowo, składa się z sześciu liter. Odejmij ze słowa jedną, a zostanie dwanaście. Masz 60 sekund!
- Nieźle, nie? - Jack zwraca się do kobiety i Rona.

Kobieta pyta:
- Mogę cię o coś zapytać? Tylko się nie wściekaj. Musisz zadawać te zagadki?
- Jeśli nie będę zadawał zagadek będę po prostu zwykłym złodziejem. Wszyscy lubimy zagadki.
- Jasne, jasne, ludzie lubią zagadki. Nie wiem, czy my ich potrzebujemy.
Ron wtrąca:
- A co gdyby to były obrazki?
- No i jak by to miało wyglądać, Ron?
- Nie wiem. Co gdyby trzeba było zgadnąć ile jest cukierków w słoju?
- Słuchaj, ty nie musisz mi mówić, jak otrzymać chlor, ty nie mów mi.. - Jackowi przerywa dzwonek telefonu - Tak?
- DOZENS - tuziny, To słowo to tuziny, liczba mnoga! Odejmij literę S i zostanie tuzin - dwanaście!
- Masz nosa, Slade. Zgadłeś - mówi Jack i dodaje do tych w pokoju. - Tego nie zgadnie!
I dalej mówi do Slade'a:
- Jesteś dobrym przeciwnikiem, ale to nie koniec gry.
Słychać dziwny hałas.
- Co to? - pyta Slade
- Wyjścia są zamknięte. Zamknąłem wszystkie drzwi w magazynie. Macie 10 minut na wyjście albo minutę na odpowiedź, jeśli bylibyście tak mili. Ma pełno kluczy (klawiszy, po ang. "Keys" znaczą zarówno "klucze" jak i "klawisze") ale nie może otworzyć drzwi.
- Pianino - odpowiada Slade.
- Tak. W takim razie... Grzechot i warkot zawsze przychodzę, ale nigdy nie przyjadę dziś...
- Jutro! Czy to jutro?
- Poprawnie... Kto żyje w ananasie pod wodą?
- Spongebob!
- Wysadzam tą cholerną szkołę! - wkurza się Jack
- Nie, chłopie, dawaj dalej! - woła zachęcająco Slade. - Chcemy grać w tą grę, jest świetna zabawa! Daj kolejną zagadkę!

Oklaski i aplauz. Koniec :)

via YT:

125. Benedict w Saturday Night Live - część 5 Surprise Bachelorette

Piąty skecz z Benedictem w pamiętnym listopadowym Saturday Night Live  uważam za średnio udany. Taki średnio wyszukany dowcip, do śmiechu
- z przyzwyczajenia...
Najwyżej dość ciekawe jest zobaczyć, jak nasz ukochany aktor wygląda w roli długowłosego pracownika budowlanego:

Surprise Bachelorette czyli niespodzianka na wieczór panieński:

- Dobra, Heather właśnie napisała, że są z babcią za drzwiami. Chowamy się!
- Jestem zła, bo w restauracji było tak zimno, że zepsułam sobie obiad.
- Dobrze, dobrze, babciu, wszyscy jesteśmy tacy szczęśliwi, że ponownie wychodzisz za mąż w wieku 83 lat..
- Heather, dlaczego mówisz do mnie po ciemku?
- Wiem, że nie chciałaś wieczoru panieńskiego, więc postanowiłyśmy zrobić ci...
- Niespodziankę!!! - wołają dziewczyny wyskakując z ukrycia.
Babcia niestety nie może złapać oddechu z zaskoczenia - przerażenia - zdziwienia.
- Popatrz na nią,nic nie wiedziała - mówi jedna z organizatorek niespodzianki.
- Szybko, szybko, posadźcie ją na krześle.
- Na krze-śle, na krze-śle - wołają wszystkie, sadzają babcię, a ta... odpływa. Umiera.
Nikt tego nie zauważa.
- Przygotujmy ją do przyjęcia - mówi koleżanka Heather zakładając babci ciemne okulary. A inna zakłada jej idiotyczną opaskę na głowę z napisami: "przyszła panna młoda" - "Bride to be" i "stara panna młoda" - "Bachelorette" - Proszę bardzo.
- Panowie, jest gotowa!

Wchodzą ... niespodzianki:

 

- Cześć, jesteśmy z firmy budowlanej i mamy tu dostarczyć trochę ciężkiego drewna - mówi budowlaniec Benedict, tu nazwany Ross.
- Popatrzcie Ester zaniemówiła! - woła jedna z uczestniczek imprezy. - W końcu znalazłyśmy sposób żeby się zamknęła!
- Dobra, Brett, włącz muzykę - mówi Ross.
- O, tak.
No i teraz impreza zaczyna się na poważnie.





Panowie rzucają ciuchy, które spadają na babcię.
- O, nie, nie chowajmy babci!
- Czy nie powinniśmy dać (zrobić) babci zabawnej kanapki?
- O, tak, zróbmy to!!! - woła koleżanka.


- To jest zabawna kanapka! - i panowie kołyszą... biodrami.
- O, Biscuits, to jest szaleństwo! - woła jedna z dziewczyn.
- Wiem!
- Babciu, podoba ci się?
Panowie szaleją, babcia się trzęsie, oczywiście nic nie mówi.
Za to Brett wpada na kolejny pomysł:
- Myślę, że babcia ma wielki apetyt.


Na co Ross dodaje:
- Ja jestem głodny - i wyciągają bitą śmietanę w spray'u.
- Dajmy jej jakiś deser, co?
Brett wciska się z brzuchem zalanym bitą śmietaną na twarz babci.


- Dajmy go tam, gdzie trzeba - mówi Ross i psika śmietanowy deser w usta babci.
- O tak, zły chłopaku. Wisienkę?
- Tak, dajmy wisienkę. - wisienka ląduje na bitej śmietanie na ustach babci.
A Benedict vel Ross zjada ją lubieżnie.



- Mój ulubiony smak, jej usta - Ross pokazuje na babcię.
- Chłopaki dajcie nam trochę smaku! - i panowie zaczynają tańczyć przy dziewczynach.
- Hej, Esther, kradnę ci chłopaka!


- Patrzcie, babcia jest tak zakłopotana, że stara się schować!
- O mój Boże, o do licha, nigdy nie widziałam czegoś takiego!
- Babciu, wstawaj! Bawimy się!



- Właściwie to całkiem dobrze, że ona leży na podłodze. Może być doskonałą obserwatorką treningu naszego ciała. - mówi Ross. I zaczynają ćwiczenia.


- Taak, czujemy ogień, chłopcy!
- Babciu, jak ktoś o tym usłyszy będziesz martwa! - zauważa trzeźwo jedna z dziewczyn.
- Okej, kochana, chodź tutaj, jestem wypompowany. - Brett podnosi babcię.



Jedna z trochę starszych uczestniczek imprezy mówi do młodszej:
- Wiesz, na prawdę bardzo mi się podoba, co twoje pokolenie zrobiło z tymi wieczorami panieńskimi.
Tymczasem Brett stara się obudzić babcię
- Proszę pani, proszę pani!
- Co się stało?
- Wygląda na to, że pani jest naszą tysięczną klientką i ma gratis taniec grupy mistrzów świata z Chicago.



Wchodzi trzech przystojniaków.



- O mój Boże, to prawdziwi Chicago Cubs!
- Jak tam dziewczyny? Kto chce się zabawić?
- Nie martw się babciu, dziadek Rossie dobrze się tobą zajmie.
- To twoja szczęśliwa noc. Mamy zamiar naciągnąć nasz mięsień trójgłowy.
- Słyszałaś Cubsów? Bawmy się!!!


A tu całość via YT: