Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interview Magazine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interview Magazine. Pokaż wszystkie posty

789. remanent! - Interview Magazine wywiad Garyego Oldmana z Benedictem

Ten wpis czeka na publikację już bardzo długo. Czeka, ponieważ artykuł w Interview Magazine nie został przetłumaczony przeze mnie do końca. Ale może nie musi? 
Ludzie znają angielski coraz lepiej, więc nie ma co zwlekać :)

Wywiad opublikowany został 11 listopada 2013 roku w Interview Magazine. Zaczyna się tak:

 Ciągle bawi mnie fakt, że płacą mi za granie.
albo tak:
Ciągle rozśmiesza mnie fakt, że płacą mi za udawanie.

Wprowadzenie:
Zdolności Benedicta do transformacji są takie, że jest on obecnie (artykuł pisany w 2013!) jednym z najbardziej zajętych aktorów, ale równocześnie wzrosła ilość jego fanów, którzy wyjątkowo mocno dali o tym znać na Comic-Conie w San Diego.
W 2013 roku wystąpił w Star Trek Into Darkness, w serialu BBC Sherlock, w Hobbicie Petera Jacksona. Piąta władza (The Fifth Estate) w reżyserii Billa Condona to chyba największa metamorfoza jakiej Benedict stawia czoła by wcielić się w postać Juliana Assange'a, twórcy WikiLeaks. Film skupia się na początkach jego działalności, śledzi formowanie się grupy, a następnie rozpad znajomości z równoczesnym następcą Danielem Domscheit-Bergiem, granym w filmie przez Daniela Brühla.
Po przeczytaniu wczesnej wersji scenariusza Assange przebywający w ekwadorskiej ambasadzie w Londynie nazwał film "poważnym atakiem propagandowym", a we wrześniu, tuż przed premierą filmu WikiLeaks wydało oświadczenie określając produkcję "nieodpowiedzialną, niewskazaną i szkodliwą". Assange napisał nawet list do Cumberbatcha odpowiadając na jego prośbę o spotkanie, w którym nakłaniał aktora do zrezygnowania z projektu mówiąc "Myślę, że to byłoby miłe spotkanie... Wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem, ale nie wierzę, że ten film jest dobry. Myślę, że będzie zdecydowanie zły dla mnie i ludzi na których mi zależy. Oparty jest na książce napisanej przez kogoś, kto chce się zemścić na mnie i mojej organizacji"

Finalnie Cumberbatch nigdy nie spotkał Assange'a, ale uznał inteligentnego Australijczyka za doskonałą i niezwykłą osobę do zagrania.
Wcześniej, w 2011 roku, zagrał u Stevena Spielberga w filmie Czas wojny (War Horse) i u
Tomasa Alfredsona Szpiegu (Tinker, Tailor, Soldier, Spy). Przed końcem 2013 roku przeistoczy się jeszcze trzy razy. Najpierw pojawiając się w filmie Stevena McQueena Zniewolony (12 Years a Slave), opartej na wspomnieniach Solomona Northupa z 1853 roku. Następnie jako cichy “Little” Charles Aiken w adaptacji książki nagrodzonej Pulitzerem oraz Nagrodą Tony pt. Sierpień w hrabstwie Osage (August: Osage County). Finalnie jako Necromancer i Smaug w Hobbicie: Pustkowie Smauga (The Hobbit: The Desolation of Smaug).
 
za kulisami filmu Tinker, Tailor, Soldier, Spy - Gary Oldman i Benedict

Benedict udzielił wywiadu będąc w Londynie. Pytania zadawał telefonicznie Gary Oldman, grający z Benedictem w Szpiegu, a podczas rozmowy kończący właśnie wycieczkę po zachodniej Francji.

GARY OLDMAN: Słyszysz mnie, Cumby? Mam jakieś świsty na linii, ale postaram się przez to przebić.
BENEDICT CUMBERBATCH: Brzmisz dość odlegle.
OLDMAN: Jestem w Saint-Martin-de-Ré, kończę moją wycieczkę.
CUMBERBATCH: Wow, jak pięknie i zadziwiająco!
OLDMAN: Jestem tu z moją rodziną i przygotowujemy się do wyjścia na ryby. Zamierzamy łowić w morzu.
CUMBERBATCH: No, jestem zazdrosny.
OLDMAN: W każdym razie będę rozmawiał. 
CUMBERBATCH: Project!
OLDMAN: Będę używał donośnego głosu. Jak mawiał mój dawny nauczyciel: "Dajmy zabrzmieć temu pięknemu, gromkiemu, trzyletniemu głosowi". A więc dzień dobry.
CUMBERBATCH: Dzień dobry, wywiadowco.
OLDMAN: Pozwól mi zacząć tą starą ... [hałas] Halo? Halo?
CUMBERBATCH: Przepraszam, Gary. Nie usłyszałem, Jechaliśmy przez tunel. [obydwaj się śmieją]
OLDMAN: Dobrze mnie słyszysz?
CUMBERBATCH: Yeah, teraz na prawdę dobrze. A ty dobrze mnie słyszysz?
OLDMAN: Yeah. Musiałem zejść na dół doku, teraz jestem już na łódce.
CUMBERBATCH: [śmieje się] Podoba mi się.
OLDMAN: W każdym razie, chciałem zacząć od historii o Johnie Lennonie, która jest trochę związana z pytaniem, które chcę ci zadać. To historia o tym, jak Lennon poszedł do kina obejrzeć film z Elvisem Presley'em. Za każdym razem, kiedy Elvis pojawiał się na ekranie dziewczyny na widowni krzyczały, więc Lennon popatrzył na Elvisa i pomyślał sobie: "To jest dobra robota, chciałbym coś takiego robić." Moje pytanie jest następujące: czy był jakiś przełomowy moment, kiedy zarówno oglądałeś jak i grałeś w jakiejś wczesnej sztuce i stwierdziłeś "Mam dodatni wynik testu na chorobę zwaną granie"? Miałeś coś takiego, takie uczucie?
CUMBERBATCH: Tak, było kilka takich kluczowych momentów kiedy części układanki zaczynały pasować do siebie. Pierwszy którego jestem tylko lekko świadomy to ogólne wspomnienie moich rodziców, bo byłem całkiem mały, kiedy poszliśmy w odwiedziny do babci, była w Stratford w tamtym czasie, i ona pozwoliła mi stanąć na scenie. Pamiętam tylko że patrzyłem w ciemność, a to popchnęło mnie raczej do niż odciągnęło od sceny, jeśli wiesz, co mam na myśli. To mi dało prawdziwą energię i zelektryzowało by myśleć o komunikowaniu się w ten sposób, a nie nakazało wracać do domu żeby się napić herbaty i zostawić to innym. A dorośli popatrzyli na siebie podnieśli brwi i wszyscy troje aktorzy powiedzieli "O do licha" [śmieje się].
OLDMAN: “Oto nasz syn.”
CUMBERBATCH: “On jest jednym z nas—o cholera”. Moi rodzice to pracujący aktorzy, którym szło całkiem dobrze w ich życiu zawodowym, to było życie. I to była moja rzeczywistość kiedy wzrastałem, nie jakieś wymysły. Nie siedziałem myśląc, o chciałbym, żeby mnie ktoś podziwiał, zupełnie nie tak. Nie chcę powiedzieć, że krzyki fanów (fanek) nie budzą uśmiechu, ale to nigdy nie była główna motywacja. W tej sytuacji, w tym kontekście, nie mogę być porównywany do Johna Lennona [śmieje się]. Poza tym myślę, że był inny moment w przyszłości. W zasadzie w szkole byłem chaotyczny, niezorganizowany...
OLDMAN: Prawdopodobnie byłeś kreatywny. Francuz powiedziałby, że "byłeś na Księżycu."
CUMBERBATCH: Taaak, na Księżycu, dokładnie.
OLDMAN: Marzyciel.
CUMBERBATCH: Tak, trochę marzyciel. Ale nauczyciele raczej nazwaliby to ADD (zespół zaburzeń koncentracji), albo owsiki. Natomiast nauczyciele, którzy potrafili inspirować i umieli spojrzeć w przód, poświęcili mi nieco więcej uwagi i dawali jakieś partie w sztukach. Musiałem ich jakoś ująć, bo to nie było ot tak po prostu. Że byłem synem Wandy i Tima. Mogłem być śmieciem. Przecież to niekoniecznie jest w genach. Ale moi nauczyciele zobaczyli mój zapał i pomyśleli: "Dobra, może jak mu coś damy to się rozkręci." No i mieli całkowitą rację. Więc tutaj mogę powiedzieć, że mam coś z Elvisa. Ciągle bawi mnie, że płacą mi za udawanie, a tym bardziej za rodzaj pracy, którą wykonuję na obecnym poziomie i na dodatek mając wybór. Jestem w tym niewielkim odsetku siły roboczej, która dostaje robotę, a na dodatek tą robotę o którą zabiega.
OLDMAN: To śmiesznie niewielki odsetek. Kiedy zaczynałem mówili, że 98 procent ludzi z naszej profesji nie ma pracy w danym momencie.
CUMBERBATCH: Właśnie. Myślę, że to pokolenie moich rodziców ciągle jest postrzegane jako pokolenie specjalistów. To jak kamień węgielny - narodziny wśród klasy pracującej, która podeszła pod drzwi the Royal Court Theatre, jak ty sam.
OLDMAN: Taak. Rozchodziło się o te przeszklone drzwi francuskie.
CUMBERBATCH: I dramaty z living-roomów. Chodzi mi o to, że to nie była praca wyjdź i wróć, to była ciągła konkurencja. Ale mój tata powiedziałby, że było dużo dużo łatwiej.
OLDMAN: Było więcej pracy.
CUMBERBATCH: Było więcej pracy ale też więcej okazji żeby kariera mogła się zacząć, w teatrze, trochę telewizji, trochę filmu i radia. A to pokolenie młodsze niż ja urodziło się w świecie, w którym teraz jako dzieciak z nieokrzesanym talentem, wkrótce możesz wylądować w ważnej roli w filmie u Scorsese'go. Nie musisz udowadniać sobie pracując w szeregach, grając klasykę, i wpadać w kanon, jak ci wielcy Panowie i Panie z tytułami z generacji moich moich rodziców, jak tacy panowie Kingsleyowie, czy Hopkinsowie, albo panie Mirren i inni tego pokroju. Może to zabrzmi trochę jak podejrzany rytuał, ale takim ważnym momentem dla mnie było, kiedy tato dał mi swoje błogosławieństwo. Miałem właśnie grać Salieriego w uniwersyteckiej produkcji Amadeusza, a on popatrzył mi w oczy, poklepał mnie po ramieniu i powiedział: "Jesteś teraz lepszy niż ja kiedykolwiek byłem albo będę. Myślę, że będziesz miał cudowne życie i piękną karierę jako aktor, a ja nie mogę się doczekać żeby być jego częścią oglądając ciebie." A ja prawie się rozpłakałem. Jaką wielką rzeczą jest powiedzieć coś takiego do syna. Nie chodzi mi tylko o to, że aktor do aktora, ale to było coś w rodzaju  "Błogosławię ten statek i wszystkich, którzy na nim są." A jak twoi rodzice zareagowali na to, czym ty byłeś zainteresowany? Dali ci swoje błogosławieństwo?
OLDMAN: Cóż, mojego ojca nie było w pobliżu, kiedy zdecydowałem, że chcę zostać aktorem i to robić w życiu. Nie wiem skąd się to wzięło, nie było w szkole przedstawień, ani nic podobnego, mama dała mi błogosławieństwo. Musiałem się starać o stypendium, to był jedyny sposób, żebym poszedł do szkoły dramatycznej. A ona nie powiedziała nic w stylu: "to śmieszne", ani "nie mówisz tego poważnie, nie rób tego". Ale pamiętam kiedy oglądałem Malcolma McDowella w telewizji pewnego wieczora i to było, jak mówią alkoholicy - duchowe przebudzenie, chwila jasności, moment oświecenia. I wiedziałem, że to chcę robić.
CUMBERBATCH: Też miałem takie chwile, pamiętam, jak oglądałem Hamleta Kennetha Branagha w Teatrze Barbican  albo Szaleństwo króla Jerzego  w National. Pamiętam, jak oglądałem te perełki w telewizji z rodzicami, którzy wyszukiwali dobre rzeczy. Często siadaliśmy razem, chyba z którymś z ich przyjaciół, zdaje się, że to był Donald Pickering (aktor brytyjski -przyp. mój) i rozmawialiśmy, i zwykle staraliśmy się go uciszyć, bo on zawsze mówił "och, kochana, co ona robi?!" [śmieje się]. Dla mnie to był rodzaj wydarzenia, bo wyciągało mnie z miejsca w którym byłem w tamten świat. Zostałem też wprowadzony w ciężkie, bardzo tradycyjne środowisko wychowawcze, w którym słowo, czytanie i skrypt - Gra jest ważna -było moim szkoleniem na równi z treningiem. Wiesz, miałem ćwiczenia z klasycznego teatru, zaledwie przez rok, ale to wzmocniło moją świadomość o co chodzi: najpierw teatr, potem telewizja , a potem może film, jeśli będziesz miał szczęście. No i może trochę pracy dla radia, bo na prawdę kocham radio. Ale zawsze wychodzę od tekstu, jest dla mnie ważny.
OLDMAN: Skoro wspomniałeś wielkich aktorów i wielkich gigantów pisarstwa, którzy napisali teksty, które stały się kanonem, jest coś w tej idei pracy - droga od bycia zwykłym asystentem kierownika planu do fazy, kiedy dostajesz główną rolę i przechodzisz przez te wszystkie teksty. Wiesz, kiedyś student zapytał Stellę Adler (aktorka filmowa i pedagog, wychowawczyni wielu wybitnych aktorów - przyp. mój), czy myśli, że Marlon Brando jest jednym z najlepszych aktorów na świecie, a ona odpowiedziała: "Nigdy się nie dowiemy". [Cumberbatch się śmieje]. Zawsze mierzyła wielkie aktorstwo taką miarą, jaką my widzimy oglądając dyrygenta dyrygującego wspaniałą symfonię, albo pianistę grającego jakiś wielki koncert, albo tancerza tańczącego niesamowity układ choreograficzny. Jednak łatwo jest być uwiedzionym przez kino.
CUMBERBATCH: To, co kocham w kinie - a mówiąc kino, mam na myśli nie zwykłe filmy, ale idealne, klasyczne kino - to takie niezwykłe momenty, które mogą się zdarzyć na ekranie. W tym samym czasie myślę, że kino i teatr napędzają się wzajemnie. Czuję, że na scenie możesz zrobić zbliżenie, a równocześnie możesz zrobić coś bardzo odważnego i co ma wielki charakter - i, śmiem twierdzić, coś teatralnego – przed kamerą. Myślę, że ujęcia i punkty widzenia zmieniają się w zależności od intensywności i integralności twojej intencji i skupieniu się na tym.
OLDMAN:Uwielbiam prostą poezję teatru, gdzie możesz stanąć na scenie w świetle reflektorów, owinąć się płaszczem i powiedzieć: „To był rok 1860 i była zima…”
CUMBERBATCH: I zabierasz ze sobą ludzi. To jest niesamowite, to bezpośrednie odczucie skomunikowania. Dużo większym problemem jest dla mnie siedzenie przed własną publicznością podczas oglądania filmu– zawsze jest to dla mnie niekomfortowe. Wiem, że większość aktorów tak ma, zwłaszcza na pierwszym oglądaniu filmu. 
I think by the third time I saw Tinker, Tailor, it was wonderful, I could sit back and really enjoy the film and enjoy what I was part of and not get too upset about seeing myself on the screen. That’s not mock humility, or me stumbling around and mumbling, “Oh, thank you,” and looking at my feet. I’m very proud of the work I do, but I genuinely can’t involve myself with an audience as early as somebody who’s not part of the film can. So there’s that side of theater that appeals to me, where you give something and the response to what you’ve created is a communion between you and the dark that contains however many people. It’s thrilling not having a reflection other than through the people you’re communicating with. But people ask, “What do you prefer?” and I don’t have a preference. I love them both. I really do … [Oldman is disconnected] Are you there? Have I lost you? How ironic. I’ve lost you and I’m talking into the darkness…
OLDMAN: [Oldman is reconnected] Talking into the void?
CUMBERBATCH: Literally. [laughs]
OLDMAN: The way we’ve connected this call, with you in England, me in France, and the call coming through America, the FBI—
CUMBERBATCH: Exactly. It’s the FBI’s idea of heaven, this conversation. We’re triangulating.
OLDMAN: Speaking of which, tell me about this WikiLeaks movie you’ve done, The Fifth Estate.
CUMBERBATCH: It’s based on the idea that the fourth estate is the traditional print media, but with the dawning of this epoch that we’re entering into—and we’re still trying to figure out—information can now be disseminated in a purer form. So the idea that people leak information is not just about whistle-blowers, it’s also about how audiences that receive that information can then process it. It’s raw data, it’s unedited, and therefore, it’s information that allows you to be the judge. It’s not formatted for a paper that has a political bent or a need to sell or any tie-in with commerce. It has to do with freedom of information and an openness and transparency in the behavior of government, big business, and public bodies. The whistle-blowing aspect is a huge part of that, but it’s also about questioning the rule of law and the power structures that rule our lives. And that’s why it’s called The Fifth Estate—it’s the idea of an evolution in that process. Obviously, print media has been at the forefront of policing or questioning, but this new wave of technology has arrived.
OLDMAN: Which is why a film like this couldn’t be more topical.
CUMBERBATCH: I think it will remain topical. People are saying, “Don’t you feel you’ve slightly missed the boat now that there’s been all these evolutions of the story, with Manning’s trial and with [Edward] Snowden?” Not at all. The debate started and this is just proof that it is not a question that’s going to go away. Individual human rights is a massive topic, and it’s an incredibly complex and rich debate. And I hope the achievement of our film will be to empower people—like WikiLeaks intended to—to seek out their own truth with the information we’ve given in the film—or the version of information that we’ve given in the film. While based on accounts and real events, like any film, there are compressions and events that didn’t involve certain characters that dramatically needed to be there in the film for the version of a three-year time period, from 2007 to 2010, that we’re portraying. So it’s really based on the relationship between Julian Assange and one of his critical volunteers, Daniel Domscheit-Berg, and how that relationship goes awry and why. But it spans the burgeoning WikiLeaks that was not that well known about outside the hacker community—and even within that community it wasn’t yet known as this triumphant tool that it was known as after 2010 for delivering the most shocking revelations of the “Collateral Murder” footage or the Iraq and Afghanistan war logs, or the diplomatic cables.
OLDMAN: Did you meet Julian Assange?
CUMBERBATCH: No, we didn’t meet. He didn’t want to meet because he didn’t want to condone the film, which I completely respect. In his predicament, he needs to be distanced from anything other than the truth his lawyers are seeking to harness around him—his version of events. He felt that the two accounts that the film were based on were poisonous and detrimental to his cause and the people involved in his cause, which was a hard thing to hear. It made me question what we were doing and why we were doing it, but I think we are justified, because, as I communicated to him, I think he’ll be surprised with how sympathetic the portrayal of him and Wiki­Leaks is. This is not a film that’s supposed to polarize people into galvanizing a one-sided argument; this is about opening up the debate, and there’s great sophistication on either side of the fence—the fence, in this film, being the U.S. State Department. But I’d love to meet the guy. I have a great deal of admiration for him, and I’ve made no secret of saying that before. I’m an actor playing him in a film, so of course I have empathy for his state of mind and beliefs. But I did my work remotely. I worked as if from a photograph rather than a life class. There’s an awful lot of material and footage about Julian. If you think there are a lot of websites about me, you should see how much footage there is about Julian and of Julian.

OLDMAN: Was he an interesting character to inhabit?
CUMBERBATCH: Oh, my god, yes. I think the challenge was to give something of him that no one has seen—which is probably, for him, going to be the hardest thing to watch. It’s me trying to reveal what isn’t in any of those interviews or his public persona. Whether I got that or not, I don’t know. He’s bound to have issue with it. But it’s a very rich tapestry, and at the center is this really enigmatic character. So to try and pin that down and inhabit someone who’s very far from me physically, emotionally, intellectually, culturally … He was brought up in Australia by a single parent and escaped a cult and has this brilliant, rebellious intellect that took him through the hacking world to become this frontman for the most extraordinarily revolutionary idea in media—this whistle-blowing website where data can be dumped anonymously and then disseminated by the public, free, and with no interference from any other intermediary. He’s quite a remarkable human being to try to pull off—to get the motivations and the instincts and emotional kind of undertones right. Most people only know him as the man who’s in his current predicament, the kind of tabloid version of him—the white-haired weirdo locked up in an embassy, wanted for rape. And actually there’s really something to celebrate about him and to explore about him, which is a lot richer than those broad brushstrokes. Bill Condon and I met, and he’s also just a brilliant man. In this film, he has made this near impossible, intellectual jigsaw puzzle. And I think it’s going to be a provoking and politically resonant, pertinent piece of work.
OLDMAN: It is a story that will continue to have legs. This is not going to go away very quickly.
CUMBERBATCH: No, not at all. I think the American public, now that they know about these debates—because of Snowden in particular as well as Manning—are now going, “Hang on a minute, why do you need to know everything I’m saying to Aunt Deidre in Wisconsin when we’re talking about whether she got the curtain tapestry right? If our right to privacy is being taken away from us, then haven’t the terrorists won?” It’s a very complex argument. Of course, we want to get the bad guys, and I think now with fundamentalists, people who treat belief with a total lack of humor or empathy for any other viewpoint than their own—they, to me, are the enemy. And those people are born out of desperate extremes. So it’s not about politics. It’s fascinating to see that the Obama administration is responding to it, and it’ll be interesting to see what England does. Personally, if they are listening to this conversation, then the principle is upsetting. It’s what they could do with the information they glean from a harmless conversation that isn’t about what they’re listening in for—I think that’s really the rub. But they have closed down terror networks and it’s increasingly difficult for them because of mobile communication. It makes you think that their job is impossible. And if they’ve saved innocent civilian lives through monitoring our phone calls, then am I really that upset that someone knows I talked to you about acting and process or ordered a sandwich or been belligerent about something to someone? If we’re talking about people listening to us to check that we’re not planning a terrorist attack, then so be it. I’m not condoning it, but I can see the justifications. It’s very complex.
OLDMAN: I don’t even know what I feel about Snowden, in a way. Part of me feels that if you’re going to whistle-blow, then do it, but stand your ground. Face the consequences. Don’t run.
CUMBERBATCH: Yeah, but at the same time, he’s got a lot more information. That’s what I get a feeling of. It’s not just what he’s leaked so far—he’s got a lot more. So it’s what they could do to him. They could just lock him away and throw away the key. But we need to engage with this. It’s a reality of our lives—we need to know. Anyway, it’s so easy to get mired in this, and I’m not a soldier and I’m not a politician, and I’m not a spy—I’m an actor.
OLDMAN: Can you imagine people spying in on us now? A couple of lovies …
CUMBERBATCH: Gaffing away, talking about process and our jobs.
OLDMAN: No threat here.
CUMBERBATCH: I think we’d make great spies because of that, rather than [Guy] Burgess bumming around going, “I’m a spy,” and no one believing him. We’d be such obviously bad choices that it would kind of be a great double bluff.
OLDMAN: So, are you planning to return to the theater? [both laugh]
CUMBERBATCH: Well, right now I’m also prepping The Imitation Game, which is the film I’m doing about Alan Turing. But I’m planning to do something theater-wise next year, but I don’t know when, so I have to be a bit cagey about it.
OLDMAN: So you’ll be secretive about it.

CUMBERBATCH: Yeah, but it’s in the works at the moment.
OLDMAN: Well, as I see land receding and the ocean beckoning …
CUMBERBATCH: The call of the marlins.
OLDMAN: Let me as you one final question: So Benedict Cumberbatch, your films are on fire and you have to run in a save one scene …
CUMBERBATCH: Oh, god. A scene? Fucking hell.
OLDMAN: A scene.
CUMBERBATCH: Just my films? Or in a film in particular?
OLDMAN: Your work. What of your work would you grab from the fire?
CUMBERBATCH: Christ. That’s difficult. It’s a brilliant question, but I don’t know … One postcard moment for me, because there was such a resonance beneath it—and, Gary Oldman, this involves you—just at the end of Tinker, Tailor, where we pass each other in the office … I shouldn’t say the office; it’s not called the office …
OLDMAN: In the Circus.
CUMBERBATCH: In the Circus. We pass each other and there’s a knowing look. And just after I pass you, I smile, knowing what that means, knowing what we went through to achieve that, knowing what might be for both of us. Yeah, that moment means a lot to me. I suppose that’s definitely one of them. And there are others, but for very different reasons. Bits where I go, “Yeah, that’s okay. I can definitely live by that.” There are one or two deduction moments in Sherlock. There are moments, like, on the edge of the roof, as well, with John [Watson, played by Martin Freeman]. There is one whole scene in Parade’s End—because I love that character so, so dearly—that I would like to keep. It’s a moment in the second episode, I think, when I’m talking to Valentine, the woman I love and have a profound connection with, but I have to deny my feelings for her because of my sense of honor to my wife, my ever self-destructing, saboteuring wife. And it’s a scene where I tell her I’m going to war. It’s all a mess, but the scene is about what I am, who I am, what I stand for, what my country is. I will be very happy if they play that in my, sort of, “Here was an actor and here is something he did.” I’d be very happy about that moment being shown. Well, I’ll let you get back to your “We’re gonna need a bigger boat” moment.
OLDMAN: Yes, we’re going to need a bigger boat.

GARY OLDMAN IS A STAGE AND SCREEN ACTOR WHO HAS APPEARED IN FILMS SUCH AS SID & NANCY (1986), JFK (1991), BRAM STOKER’S DRACULA (1992), AND THE DARK KNIGHT TRILOGY. HE WILL APPEAR IN JOSÉ PADILHA’S ROBOCOP, DUE OUT IN FEBRUARY 2014. SPECIAL THANKS: DEBBIE DAY.

201. Interview Magazine rozmowa Benedicta z Tomem Hiddlestonem

Wywiad opublikowany 24.09.2016 r. w Interview Magazine. Zamieszczam, bo z rozmowy wiele można dowiedzieć się o Tomie,
ale i o prowadzącym z nim rozmowę Benie :)

Benedict Cumberbatch rozmawia
z Tomem Hiddlestonem

Zdjęcia: Steven Klein
Wstęp:
Tom Hiddleston, absolwent prestiżowej Dragon School, Eton College, Cambridge i Royal Academy of Dramatic Art.

Dla Toma życie jest na tyle dobre, że prowadzi do teorii spiskowych, jak na przykład ta, że jest pierwszym w kolejce do zastąpienia Daniela Craiga w roli Jamesa Bonda.
Gwiazda Toma jest w nieustannym trendzie wzrostowym od czasu kiedy został zaangażowany jako Loki w serii Marvela, począwszy od "Thora" w 2011 w reżyserii Kenneth'a Branagh'a . Kinomani mogą dobrze pamiętać aktora jako długowiecznego wampira Adama u boku Ewy granej przez Tildę Swinton w filmie Jima Jarmuscha "Tylko kochankowie przeżyją" z 2014. Poszukiwacze talentów zapewne wypatrzyli go we wcześniejszych występach teatralnych i telewizyjnych, jak choćby na przykład w filmie BBC pt. "Wallander". W 2016 roku zagrał obok Hugh Lauriego w mini-serialu "Nocny recepcjonista", a w 2017 w filmach "Kong: Wyspa czaszki" i "Thor: Ragnarok".



W sierpniu 2016 roku, w czasie zdjęć w Australii, Hiddleston odebrał telefon od swojego kolegi z planu Marvela, Benedicta Cumberbatcha, aby porozmawiać o niebezpieczeństwach i potencjalnej mocy płynącej z bycia na świeczniku.

Wywiad:
BENEDICT CUMBERBATCH: Jak wszyscy przeprowadzający wywiady po pierwsze chciałbym ci podziękować, Tom, za poświęcenie mi czasu.
TOM HIDDLESTON: [śmieje się] Dziękuję ci, Benedict. Myślę, że po prostu obydwaj wzajemnie powinniśmy sobie podziękować za poświęcony czas. Do końca życia.
CUMBERBATCH: A następnie, w brytyjskim stylu, powinniśmy prosić się nawzajem o wybaczenie, za wszystko.
HIDDLESTON: Przepraszam, że ci przeszkadzam.
CUMBERBATCH: To ja przepraszam bardziej.
HIDDLESTON: [śmieje się] Co powiesz o …
CUMBERBATCH: Czy to nie ja jestem dziennikarzem?
HIDDLESTON: Czuję się zakłopotany. [śmieje się]
CUMBERBATCH: Myślę, że moja rola tutaj sprowadza się bardziej do rozmowy przyjacielskiej niż dziennikarskiego wywiadu.  Nie będzie żadnych podkręconych piłek. Obiecuję. Ale żeby jakoś zacząć: jak to jest zakładać włosy i rogi znowu pracując z Chrisem [Hemsworthem] na terenie Krainy Kangurów z Taikiem [Waititi], twoim reżyserem?
HIDDLESTON: Cóż, to ekscytujące, bo nie grałem Lokiego od 4 lat. Ostatni raz nosiłem kostium na Comic Con w San Diego w 2013.
CUMBERBATCH: Żartujesz!?
HIDDLESTON: I szczerze, najlepsze jest to, że znowu pracuję z Chrisem. Pierwszy raz spotkałem go w domu Kenneth'a Branagh'a w Anglii w 2009 r. Byliśmy dzieciakami na samym początku naszych dróg aktorskich. Natychmiast złapaliśmy kontakt i to było niezwykłe dzielić z nim tą szaloną podróż Marvela. W tym tygodniu na planie był Anthony Hopkins. A Taika Waititi jest wspaniały. Znalazł sposób by uszanować wszystko co było, a zarazem stworzyć swoją własną rzecz. I jest taki zabawny. Jego filmy - jeśli ich nie widziałeś musisz poszukać "Co robimy w ukryciu" czy "Dzikie łowy" - łączą w sobie żart, dobry humor i emocje. Są bardzo poruszające. Każdy jest szczęśliwy. Oczywiście my jesteśmy na początku.
CUMBERBATCH: Ile jeszcze tygodni macie do przejścia ?
HIDDLESTON: Ja będę tu do początku listopada.
CUMBERBATCH: Mam cię. Zostało ci trochę czasu żeby się wyciszyć. Masz australijską zimę, która, rozumiem, jest cholernie ładna w porównaniu do angielskiej zimy.
HIDDLESTON: [śmieje się] No tak mówią. Jesteśmy na wybrzeżu Queensland i pomijając fakt, że słońce zachodzi tu bardzo wcześnie i bardzo szybko, niebo jest tu błękitne i świeci słońce. To lepsze dla mojej celtyckiej cery niż ich lato. Byłem tu, dokładnie w tym samym miejscu, w styczniu kiedy robiliśmy "Konga Wyspę Czaszki" i było pięknie, ale niewiarygodnie gorąco.



CUMBERBATCH: O, to łagodne przejście: porozmawiajmy o tym, jakby to było twoim ostatnim wypadzie. Miałeś dość trudne warunki, myślę, że kręciłeś w wietnamskiej dżungli, a potem było gorące australijskie lato.
HIDDLESTON: Wietnam był niewiarygodny. Czułem się wielkim szczęściarzem mogąc wziąć udział w tej produkcji, być częścią podróżnego cyrku w takim wielkim filmie.... Mieliśmy zdjęcia w Oahu na Hawajach. I w Australii. No i w północnym Wietnamie w okolicach Hanoi, Ha Long Bay i Ninh Binh. Wiesz, najbardziej ekscytujące w tym krajobrazie wietnamskim było to, że było tam tylko niewiele osób. A ludzie, których spotkałem w Wietnamie byli przytłaczająco podekscytowani. Zaraz kiedy wylądowałem, Jordan Vogt-Roberts - reżyser, Brie [Larson], Sam(uel) Jackson, Alex Garcia [executive producer], no i ja, mieliśmy konferencję w Hanoi, zostaliśmy ugoszczeni przez ambasadora Stanów Zjednoczonych w Wietnamie. To była wielka chwila dla ich kraju. Wiele osób, które spotkaliśmy miało po raz pierwszy do czynienia z tak wielką produkcją, na taką skalę. W pewnych miejscach pomagaliśmy budować drogi, żebyśmy mogli dostać się ze sprzętem w wielkich ciężarówkach z napędem 4 na 4, tam gdzie potrzebowaliśmy. Pierwszego dnia pojawił się Sam, żeby kręcić prostą scenę z małą ilością dialogów, i pojawiło się tysiące osób, żeby popatrzeć. A po jakiejś godzinie znudzili się i mówili: "o, to wcale nie jest takie ciekawe, wracamy do swoich zajęć." Ale my wszyscy byliśmy wystawieni na to niezwykłe, zapierające dech w piersiach piękno tej ziemi.
CUMBERBATCH: O Boże, nie muszę chyba tego wszystkiego zapisywać?
HIDDLESTON: Zapiszesz to później?
CUMBERBATCH: Bo ja sobie tak zacząłem z tego europejskiego krajobrazu wyobrażać to, co opisujesz, z dala od pióra i papieru. Czuję się jakbym był w dżungli wietnamskiej. Będe bardzo szczęśliwy, jak tylko ktoś inny zajmie się pisaniem i nie będzie to moja edytorska odpowiedzialność. Tak więc, Tom, jesteś porównywalnie sugestywnym pisarzem i aktorem. Pamiętam taki napisany przez ciebie kawałek, który czytałem, opisujący pierwszy raz kiedy stawiłeś czoła ikonie kina King-Kongowi. Wiesz, masz reputację wielkiego miłośnika kina. Ale ja jestem ciekaw jakbyś miał możliwość przeniesienia się w czasie, to do jakiej ery w kinie chciałbyś się przenieść? Być częścią? Czy to byłby musical, czy neorealizm w powojennych Włoszech? A może film Spielberga w latach 80-tych?
HIDDLESTON: Są takie dwie wielkie ery filmu, które nieustannie bardzo szanuję. Jestem oczarowany i pełen podziwu dla nieprzerwanego tańca Freda Astaire'a i Ginger Rogers oraz Gene Kelly. Tam nie ma czegoś takiego jak "Naprawimy to później przy obróbce w postprodukcji". Oglądałem klip z filmu Swing Time [1936] i... Jak się nazywa ten z Deszczowej piosenki [1952]? “Make ‘Em Laugh”? A, Donald O’Connor! Oglądam te filmy z podziwem. To był zupełnie inny rodzaj przedstawienia. A drugi czas to lata 70-te.
CUMBERBATCH: Kiedy chłopcy z East Coast przejęli  L.A. i studio system? Czasy Scorsese…?
HIDDLESTON: Tak. Emocjonalna bezpośredniość, realizm i powaga kina wtedy. Taksówkarz [1976], Wściekły byk [1980], Czas apokalipsy [1979] …



CUMBERBATCH: Całkowicie się zgadzam. Były bardzo istotne, wiele zmieniały, z perspektywy czasu bardzo ważne. Udało się w nich zmaleźć złoty środek pomiędzy rozrywką a sztuką.
HIDDLESTON: Tak też było, kiedy Stanley Kubrick robił swoje nawiększe dzieło 2001 Odyseja kosmiczna", która ukazała się w 1968 r. Kiedy lądowali na Księżycu w 69 czuli się, jakby na prawdę tam byli ponieważ Kubrick dał im takie doświadczenie w kinie. Właściwie Wymyślili tworzywa z NASA, kostiumy i rekwizyty, żeby mieć rekwizyty które będą wyprzedzały swoje czasy. Chodzi mi o to, że to napędziło rozwój filmów SF. A filmy, które robimy teraz ciągle komunikują się z tamtymi filmami z tej niezwykłej epoki. Chociaż jesteśmy winni myślenia kategoriami złowego wieku - pomysł z "O północy w Paryżu".
CUMBERBATCH: A w tym samym czasie przyznajemy że, przez minione dziesięć lat żyliśmy w złotym wieku długich form telewizyjnych, seriali, w których teraz bierzesz udział. Kiedy w Zjednoczonym Królestwie wszedł Nocny recepcjonista wszędzie można było spotkać ludzi rozmawiających o nim.To po prostu było zupełnie przykuwające, taki kolejny skarb w koronie BBC. Jak się pracowało z Susanne Bier (reżyserka serialu)?
HIDDLESTON: To było świetne doświadczenie. To było jakbyśmy robili sześciogodzinny film. Rozrysowaliśmy kadry i rozpisaliśmy je jako 360 stronicowy scenariusz z jednym reżyserem. Susanne była naszym kapitanem. Mieliśmy zdjęcia w Szwajcarii, Londynie, Devon, Maroko i na Majorce, w takiej kolejności. Wyglądało, jakbyśmy lwią część zrobili w Maroko, w Marrakeszu, gdzie nasze kairskie ujęcia wnętrz miały miejsce i gdzie kręciliśmy rozróby Arabskiej Wiosny. W Marrakeszu spędziliśmy siedem tygodni i musieliśmy w ciągu każdego dnia zrobić bardzo dużo stron, gdzie ja pojawiałem się w niemal każdym ujęciu, skacząc pomiędzy moimi tożsamościami - byłem Johnem Pine, Andrew Birchem, Thomasem Quince'm i Jackiem Lindenem. Ktoś ostatnio mnie zapytał jak to było- wrócić do telewizji, a ja się tak nie czułem. Większa jest różnica dla odbiorcy, niż dla nas, tak myślę. I tym bardziej dziwne, mówiąc o latach 70-tych, że Nocny recepcjonista pierwotnie był przeznaczony dla Sydney'a Pollack'a [we wczesnych latach 90-tych] a on zlecił napisanie scenariusza Robertowi Towne. Ale finalnie prawa wróciły do le Carré'a i jego synów Simon i Stephen Cornwellów. Ale może jest gdzieś świat, w którym ta historia jest lepsza w wersji ponad sześciogodzinnej niż ponad dwu. Nie wiem. A jak ty myślisz? Jesteś kimś, kto przez wiele wiele lat równocześnie pracował dla telewizji i dla dużego ekranu. Jeździliśmy konno następnego dnia po tym jak kręciłeś pierwszy epizod Sherlocka emitowanego w BBC, spadałeś z konia, ćwicząc do "Czasu wojny" [2011]. Pamiętam, jak Sherlock stał się tym niezwykłym fenomenem, którym się stało. I od wtedy zrobiłeś trzy sezony?
CUMBERBATCH: W sumie zrobiliśmy cztery sezony. I  jeden odcinek specjalny, świąteczny...
HIDDLESTON: I jeszcze Zniewolony 12 Years a Slave [2013] potem Gra tajemnic [2014] i jeszcze milion innych rzeczy o których nawet nie myślę... To się po prostu nie kończy.
CUMBERBATCH: Na szczęście teraz się zatrzymałem i mam możliwość porozmawiać z tobą, mój przyjacielu, co jest bardzo miłe, mimo, że nasze słowa są nagrywane i drukowane. Powinniśmy pogadać, kiedy się rozłączymy. Przepraszam za to, ale niektóre rzeczy wykraczają poza granice. Myślę, że film i telewizja żywią się sobą wzajemnie. To bardziej kwestia w postrzeganiu widza niż samego aktora. Są pewne specyficzne wymagania, szczególnie w telewizji i sam zauważasz, to głównie wymagania budżetowe. Ograniczenia czasowe, ale finansowe bardziej niż jakiekolwiek inne, to można zauważyć. Ale ambicja pisania i na szczęście potem sposób przekazu stają się coraz lepsze i lepsze, ponieważ wszyscy chcemy się prześcigiwać, zawsze wyprzedzać o krok dla oczekującej i wymagającej publiczności.
HIDDLESTON: A co myślisz o powracaniu do postaci? Jak Sherlock, czy Loki jako przeciwieństwo jej tworzenia po raz pierwszy?
CUMBERBATCH: Myślę, że trzeba do tego podchodzić na takim samym poziomie twórczym. Są rzeczy które już są dane, które już ustanowiłeś, i oczywiście, wizualnie, pewne ikoniczne cechy które nie mogą być usunięte, jak pewna czapka, czy pewien płaszcz w moim przypadku. Wiem, że walczyłeś z rogami, i chciałem o tym z tobą porozmawiać, jeśli możesz o tym porozmawiać. Coś umiera, jeśli nie czujesz odkrywania na nowo. To ciekawe. Ja rzeczywiście cieszę się tym. Myślę, że nie robiłbym tego, gdyby tekst nie był dobry, gdybym nie został poproszony, żeby zrobić cośz postacią. To na prawdę zależy od tego, jakie są przeszkody, a jakie cele. Jeśli są bardzo ciekawe to możesz przyjąć do gry nową taktykę. I myślę, że postaci powinny być takimi otwartymi księgami pustymi ramami. Z Lokim na kształt boga intrygi można zrobić wiele rzeczy. A detektyw konsultant który nagle zna kung fu i mówi różnymi językami lub językiem migowym... Jest tak wiele zasobów do wykorzystania. Tak długo, jak długo jest praca do zrobienia, i jak jesteś z tym oswojony. Jestem ciekaw czy podobnie byłoby z odtworzeniem roli klasycznej na scenie. Na przykład musiałbym zrobić Hamleta jeszcze raz gdzieś indziej, jak byto było? Ten sam tekst, te same trudne kwestie, ta sama postać którą grasz. Nic się nie zmieniło poza kontekstem...
Czy masz jakieś duchowe odniesienie w swoim codziennym życiu? Kiedy rozwiązujesz codzienne problemy, czy wpadasz w rutynę? Rodzaj mantry, czy czegoś takiego?
HIDDLESTON: Musisz coś zrobić, nawet jeśli chodzi o rozpoczęcie dnia. Ja stosuję muzykę. I bieganie. Odczuwam to kiedy pracuję, jeśli zacznę dzień od biegania - na zewnątrz, nie w sali, tylko ja gdzieś tam, na własnych nogach, które mnie niosą... To jest coś co trzeba zrobić po prostu żyjąc na świecie i wyrzucając z własnej głowy.
CUMBERBATCH: Jesteś zdyscyplinowany w kwestii chodzenia spać i potem wstawania żeby ćwiczyć?
HIDDLESTON: No muszę być, inaczej nie mogę funkcjonować. To jest zmienne w zależności od pracy. Przy Kongu: Wyspie Czaszki byliśmy cały czas na zewnątrz. Moja postać to były tropiciel SAS, zasadniczo atletycznie zbudowany, więc zawsze byłem w stanie ot tak sobie pobiegać by się pobudzić, kiedy stawałem się niemrawy.
CUMBERBATCH: Czytałem, że Hugh Laurie wychwalał cię pod niebiosa opowiadając jak twoja energia trzymała cały zespół na chodzie przez cały czas. Ale czy nie miałeś czasem kłopotów z make-up'em czy z kostiumem? Pamiętam jak widziałem zdjęcia ciebie biegającego z Chrisem w którymś miejscu na Wyspie. I, do diabła, ten twój angielski uśmiech i czar, który masz i który pozwala ci bezkarnie działać, podczas gdy normalnie ludzie dostają to od charakteryzatora i kostiumografa.
HIDDLESTON: [śmieje się] Wiem, że nie wszyscy to mają. Tak się po prostu dzieje. A co do biegania jeśli tak pobiegam przed pracą czuję jakbym był do przodu na cały dzień. Jakąkolwiek pracę muszę wykonać w kategoriach przygotowań, badań, czy przemyśleń o ujęciu, albo postaci, to wszystko krystalizuje się w tym momencie poranka. I czasem mam wtedy najlepsze pomysły. Pamiętam, jak robiłem "Henry IV-część 1” dla The Hollow Crown, serialu, w którym ty też występowałeś, rewelacyjnie zresztą. Mieliśmy bardzo mało czasu i trzeba było robić główną scenę pomiędzy Henrykiem IV i księciem Halem, kiedy książę jest wołany na dwór ojca, publicznie zostaje mu udzielona reprymenda i jest upokorzony za oddalenie się z Falstaffem. To niezwykła część napisana dla dwóch aktorów. Król Henryk IV ma większą część do wypowiedzenia, w tym przypadku Jeremy Irons. I pamiętam, myśląc po konkretnej kwestii, że powinien mnie uderzyć. To był styczeń 2012, właśnie biegłem przez śnieg o piątej nad ranem, kiedy nagle spadła na mnie ta myśl, że powinien po prostu mnie spoliczkować. I ti jest dokładnie ten moment, kiedy budzi się w Halu ciężar  odpowiedzialności jako przyszłego króla. Cały ciężar poezji i słów Szekspira. Przychodzi z tym uderzeniem w policzek.



CUMBERBATCH: To wielka chwila. To podobna chwila, tak myślę, kiedy się oddycha czy medytuje czy  w jodze. A bieganie to świetny sposób na takie olśnienie. Jest coś takiego ruchomego w tobie, nie fizycznie, nie chodzi o bieganie, ale... jesteś taki uważny, otwarty na to co się dzieje wokół ciebie. Czy obawiasz się, że coś mogłoby stanąć na przeszkodzie tego wyczucia? Mam na myśli, że to jest jak pytanie kogoś kto wygląda na nieustraszonego czego się boi najbardziej. I nie musisz odpowiadać, jeśli chcesz po prostu powiedz 'odpieprz się'. Możesz, ponieważ jestem twoim przyjacielem.
HIDDLESTON: Dzięki, przyjacielu.
CUMBERBATCH: Czy powinienem ci powiedzieć o moich obawach, w czasie kiedy ty obmyślasz swoją odpowiedź?
HIDDLESTON: Tak, powiedz mi swoje, a ja powiem ci moje.
CUMBERBATCH: Upływ czasu. I to jest stricte związane z momentem kiedy zostałem ojcem, mając coś poza mną co jest bardziej istotne niż ja, na czym się skupiam. To było gwałtowne przebudzenie, chwila, kiedy się urodził. I w każdym momencie, kiedy go trzymam, żeby popatrzeć na coś tak nowego, a potem na tego mijającego 40-letniego mnie w lustrze. "Wow, na prawdę chcę być obok, widzieć twoje dzieci."
HIDDLESTON: U mnie podobnie. Czuję strach patrząc wstecz i żałując że nie zrobiłem różnych rzeczy. To ciekawe. Czytałem taki niezwykły artykuł o książce, wiele lat temu, napisanej przez australijską pielęgniarkę która jest specjalistką w opiece paliatywnej. Jej praca polegała na pomocy ludziom w odchodzeniu, w uśmierzaniu bólu. W związku z tym ta kobieta spędzała wiele czasu z ludźmi w ich ostatnich dniach, tygodniach. I czuła się bardzo poruszona tym zgromadzonym doświadczeniem, ponieważ słyszała ludzi mówiących bardzo podobne rzeczy. Najdziwniejsze, że na szczycie listy kwestii było: "Żałuję, że nie pracowałem tak ciężko."
CUMBERBATCH: To duże wyzwanie pogodzić się z tym.
HIDDLESTON: Rodzina całkowicie przywraca równowagę, ale jak sobie radzisz z realizacją tego w życiu? Próbujesz znaleźć więcej czasu teraz pomiędzy projektami?
CUMBERBATCH: Robię większe przerwy. Może to kwestia starzenia się, ale nie chcę przegapić pewnych rzeczy. Mamy niesamowity przywilej wykonywania tego zawodu, ale czasem niestety z dala od domu. Mam wtedy wrażenie, że jestem z dala od swojego własnego życia. Chcę być lepszy w utrzymywaniu kontaktu...
HIDDLESTON: Więc tej książce o australijskiej pielęgniarce zostało wymienionych pięć żali, tęsknot, ludzi, że czegoś nie zrobili, to były:
żałuję, że nie pracowałem dość ciężko;
żałuję, że nie miałem odwagi żyć prawdziwym życiem dla siebie, a nie tak, jak oczekiwali tego ode mnie inni;
żałuję, że nie miałem odwagi wyrazić swoje uczucia;
żałuję, że nie utrzymywałem kontaktu z przyjaciółmi,
i ostatnie:
żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym.
To niezwykła lista tego jak pójść w życiu we własny sposób, prawda?
CUMBERBATCH: To jest świetna lista dla ciebie. I niezwykła dla mnie. Myślę, że dla każdego kto dużo pracuje i kto często jest poza domem. Myślę o niesamowitości naszego zawodu, że przyjmujemy te wymyślone okoliczności siebie jako kogoś innego, w zmyślonym świecie, o którym potem musimy mówić i opowiadać publiczności. To forma projekcji tego, co nie w pełni jest tobą, nie może być bo w innym wypadku nie byłoby po prostu nic co zostałoby w domu do czego się wraca.
Ale jak potem wracasz od tej osoby, którą byłeś publicznie? Czy jest coś szczególnego co pozwala ci wrócić do kogoś, kto jest Tomem? Czy to jest dom? Rodzina? Może przyjaciele? A może ćwiczenia?
HIDDLESTON: Po prostu wracm do domu. Dosłownie i w przenośni. Do Londynu. Kiedy skończyłem "Nocnego recepcjonistę" uzmysłowiłem sobie, że przez 75 dni więcej godzin byłem Jonathanem Pine niż sobą.
CUMBERBATCH: To na pewno ma wpływ na ciebie, nie sądzisz?
HIDDLESTON: Yeah. Wchodzisz w tą postać, na jej miejsce. Najlepszą rzeczą którą mogłem zrobić to po przylocie do domu pójść do mojej siostry na jej przyjęcie zaręczynowe. Byłem otoczony rodziną. I oni byli tak krzepiący. I potem po prostu... prowadzę takie nudne życie. Plączę się, czytam książki które miałem przeczytać ale nie było czasu...
CUMBERBATCH: Pamiętasz? Zostałem w twoim domu...
HIDDLESTON: [śmieje się] Tak. Plączę się, nadrabiam zaległości, idę na kawę, czytam gazetę, spędzam czas z moją mamą i tatą...
CUMBERBATCH: Zrobiłeś fantastyczną robotę dla UNICEF-u. Czytałem, co napisałeś o swoich doświadczeniach na misji rozpoznawczej dwa albo trzy lata temu w Gwinei, w Afryce. Opisałeś to jako bardzo kształtujące doświadczenie dla ciebie. Czujesz w tym jakąś odpowiedzialność, że możesz mówić głośno do ludzi?
HIDDLESTON: Powiem tak. Mój osobisty wkład w postać Pine'a był wielki. Hugh Laurie, który uwielbiał "Nocnego recepcjonistę" od jakichś już 20-lat, powiedział, że określa Pine'a jako straconą duszę, która szuka motywu. A przez zwykły przypadek tydzień wcześniej zanim miałem zacząć zdjęcia do serialu poleciałem do Południowego Sudanu z UNICEF-em żeby zrobić dokument na temat skutków wywołanych przez wojnę która tam ma miejsce nawet teraz. Skutków dla niewinnych dzieci ... Południowy Sudan jest najmłodszym narodem na naszej planecie. Jego niepodległość została zadeklarowana od 2011 roku. A w połowie grudnia 2013 roku pomiędzy prezydentem i wiceprezydentem rozpoczęły się poważne kłótnie, które podzieliły kraj etnicznie. Zrobiłem dokument o tym, jak rekrutuje się dzieci do wojska, co jest pogwałceniem praw człowieka. Zobaczyłem państwo mocno zmilitaryzowane i zapytałem sam siebie skąd ta broń się bierze? Tam jest tyle ubóstwa idesperacji i jeszcze każda strona militarnie wyposażona. Jak to się stało? No i wróciłem z Południowego Sudanu jako świadek, z pierwszej ręki, tej przemocy, z jakiej profity czrepie Richard Roper w "Nocnym menadżerze". I pamiętam kolację z Johnem le Carré, kiedy mu opowiedziałem o Południowym Sudanie, jak bezsilny się czułem. Czułem jak bezsilne jest to młode społeczeństwo, mieszkańcy, jak są rozdarci w tej wojnie domowej. Więc wracając do tematu, gniew moralny Pine'a jest moim gniewem. A le Carré nachylił się i powiedział po prostu "Wykorzystaj to, wykorzystaj." Świat do którego dorosłem w tej chwili staje się coraz bardziej poruszający i niepokojący. Wszędzie jest tyle nierówności, wszędzie są podziały i martwię się tym. Myślę, że każdy się przejmuje. Chciałbym żebyśmy byli dla siebie bardziej przyzwoici. Wiele się nauczyłem na temat odpowiedzialności i trzymania się tego w co wierzę, ponieważ ja stanowię platformę, ja mam głos i mogę to przekazać innym. Jest taka czerwona linia, granica, za którą zachowanie innych traktowane jest już jako niedopuszczalne i musimy stanąć w obronie szczególnie dzieci. One nie są winne, o nic nie prosiły. A przy okazji, zdaję sobie sprawę z mojego braku możliwości sprawienia istotnej różnicy. Nie jestem lekarzem. Nie mogę wpłynąć na politykę innego państwa. Nie mogę budować szkół. Nie znam się na inżynierii chemicznej by stworzyć proteiny zapobiegające ostremu niedożywieniu.
Ale mogę o tym mówić, i ty też możesz.
Jest taki świetny chirurg David Nott, który pojechał do Aleppo w 2013, zanim jeszcze zaczęło się o Aleppo mówić, i leczył dzieci i ofiary wojny w Syrii. To było niesamowite słyszeć o jego odwadze. Jako osoba, która została poproszona by zostać ambasadorem UNICEF-u czuję odpowiedzialność żeby troszczyć się o te dzieci. Bo nikt o nie nie dba. Więc ja się staram. I to jest bardzo cienka granica, bo jestem aktorem. I mam tę możliwość mówienia. Jestem pod wpływem ludzi, którzy mają odwagę i robili to na długo przede mną.
CUMBERBATCH: Bardzo łatwo jest być cynicznym w sprawach, które są poza naszymi możliwościami, jak mówisz. Nie jesteśmy wolontariuszami UNCEFu, ani personelem kampusów dla uchodźców. Nie jesteśmy policją ani politykami. Ale myślę, przy odrobinie zaangażowania albo poszukiwań albo zapoznania się ze sprawą możemy naświetlać te tematy ludziom, którzy się tym zajmują, jak właśnie ci z UNICEFu, w terenie. I to jest ważna rzecz. Wolałbym raczej być za to skrytykowany niż milczeć w obliczu cierpienia, które jest boleśnie oczywiste dla wszystkich. Gdziekolwiek, czy to w Syrii czy w Sudanie.
HIDDLESTON: Jestem z tego powodu bardzo dumny.
CUMBERBATCH: Powinieneś być.
HIDDLESTON: Jeśli już raz coś zobaczysz sumienie nakazuje ci działać. A po tym, co zobaczyłem w Południowym Sudanie nie było sposobu, żeby o tym nie mówić. Wspominałem ci już wcześniej, przypomina mi to niezwykłego laureata nagrody Nobla Harolda Pintera, który mówił o różnicy pomiędzy prawdą dramaturga, a prawdą obywatela. "Prawda w sztuce jest ulotna. Nigdy tak na prawdę jej nie znajdujesz, ale poszukiwania są nieustanne." Mówił też: "czasem czujesz że tą prawdę masz na wyciągnięcie ręki, a potem przelatuje ci przez palce i ją tracisz." Ale jako obywatel masz obowiązek pytać czy coś jest prawdą, czy fałszem. Pamiętam, jak na niego patrzyłem, kiedy o tym mówił, i czułem się bardzo zainspirowany.
CUMBERBATCH: Zgadzam się. Jak można zaprzeczyć tej sile rozpędu, którą widziałeś na własne oczy? Nie umiem sobie wyobrazić nawet jakie wrażenie na tobie musiało to wywrzeć. I to jest kolejna ważna strona naszego bycia pod ciągłą obserwacją, przypuszczenie, że skoro twoja praca, promowanie tego co robisz jest dostępne dla wszystkich to twoje prywatne życie też powinno takie być. I bez wchodzenia w większą debatę chciałbym powiedzieć, że nie zamierzam pytać o życie prywatne mojego przyjaciela tylko dlatego, że gdzieś wypłynęły jakieś niezamówione zdjęcia kogoś z pewnym kimś w pewnym związku, czy też po prostu razem. Nie zamierzam w to wchodzić. Te drzwi są zamknięte, drogi czytelniku.
HIDDLESTON: [chichocze] Dziękuję ci.
CUMBERBATCH: Bardzo proszę. Wiem, że to samo zrobiłbyś dla mnie. A wracając do odpowiedzialności związanej z byciem na świeczniku, powiedziałeś, że jesteś niezmiernie wdzięcnzy za to wszystko czego się dzięki tej odpowiedzialności dowiedziałeś i za te wszystkie doświadczenia.
A czy jesteś wdzięczny za doświadczenia ze swojego dzieciństwa? Z czasów dojrzewania, albo teraz kiedy przekroczyłeś trzydziestkę?
HIDDLESTON: Jestem niezmiernie wdzięczny mojej mamie i tacie za moje szczęśliwe dzieciństwo. Teraz rozumiem niektóre rzeczy które byli w stanie mi zapewnić, że były ważne. Myślę, że te wczesne lata, pierwsza dekada życia to jest czas kształtowania człowieka w pewnym sensie. A poza tym jestem wdzięczny ludziom, którzy wierzyli we mnie, kiedy inni już przestali.
CUMBERBATCH: A czy masz jakiegoś guru w dramacie ze szkoły ,albo w ogóle współcześnie, z którym jako twoim reżyserem pracowałeś  i któremu jesteś szczególnie wdzięczny?
HIDDLESTON: Był taki nauczyciel, nazywał się Charles Milne. Robiłem z nim Journey’s End na festiwalu w Edynburgu w 1999 roku (Edinburgh Festival Fringe). Miałem iść do Cambridge, a on napisał do mnie list: " Idź do Cambridge, i ciesz się. Wskakuj i ciesz się jazdą, doświadczaj tego. Ale może z drugiej strony pomyśl może o zostaniu aktorem." I takie momenty, kiedy ktoś umacnia twoją wiarę w siebie, są bardzo, bardzo rzadkie. Wdzięczny jestem także Kennethowi Branaghowi. Zrobił dla mnie bardzo dużo. W szczególnym momencie mojego życia wierzył we mnie bardzo mocno. Zawsze będę mu za to wdzięczny. Czyję się nawet wdzięczny za niepowodzenia.
CUMBERBATCH: To bardzo dobrze! Ale uważam, że radzisz sobie bardzo dobrze. Żałuję, że nie widziałem tej wersji Journey’s End. Myślę, że byłeś tam zabójczy.
HIDDLESTON: A ja myślę, że widziałem ciebie, jak grasz, kiedy jeszcze się nie znaliśmy.
CUMBERBATCH: Kiedy to było?
HIDDLESTON: W przedstawieniu Hedda Gabler. Jako George Tessman. Pamiętam to świetnie.
CUMBERBATCH: O rany. Spotkałem cię niewiele później. Tak myślę. Zaczynałeś grać w "Thorze" i pamiętam przyjęcie, jakie wtedy było. Nie będę wspominać, czyje przyjęcie to było, nieważne, ważne jest, że to było takie społeczne spotkanie i myślałem sobie "O Boże, ten człowiek lata!". A ty właśnie kończyłeś Otella, tak sądzę.
HIDDLESTON: Jakie miałeś uczucia dołączając do wszechświata Marvela?
CUMBERBATCH: Myślałem raczej że to fragment niż jakaś całość. Byłem na Comic-Conie i uważam, że to świetny sposób na oddanie fanom, przywrócenie tego, co napędza to wszystko. Byłem trochę przestraszony. Czułem się jakbym był w Pink Floyd.Tak zwyczajnie, "Hej, cześć", a wszyscy fani szaleją. Ta storna tego wszystkiego jest jakimś fenomenem i to wywołuje u mnie śmiech. I nie wiem, czy kiedykolwiek do tego przywyknę. Jestem ciekaw, jak to rozszerzy wszechświat. I ja też jestem częścią twojej załogi! To zadziwiający dobór aktorów. To jest najzabawniejsza ciężka praca jaką można wykonywać jako aktor, tak myślę. Oni na prawdę wiedzą jak właściwie cię traktować. A materiał jest wymagający, dowcipny i jest wiele zabawnego do zrobienia. Doktor Strange jest złożoną, zabawną a także ekscytującą postacią.
HIDDLESTON: Mój przyjacielu, dzięki, że to robisz.
CUMBERBATCH: Nie ma sprawy. Dbaj o siebie.
HIDDLESTON: I wszystkiego najlepszego!!! (Tom życzył Benowi z urodzinowo)
CUMBERBATCH: Bardzo ci dziękuję. Życzę ci słodkich snów, tam, po drugiej stronie świata, na drugiej półkuli. Do zobaczenia w Londynie! 

173. Interview Magazine rozmowa Thoma Yorke'a z Benedictem





"Czterdziestojednoletni  obecnie Benedict jest jednym z najlepszych
i najambitniejszych aktorów swojej generacji."
Poniżej rozmowa z listopadowego numeru Interview Magazine, którą z naszym bohaterem przeprowadził jego przyjaciel,  Thom Yorke, leader Radiohead.

Thom Yorke: Nie będę pytał chronologicznie. Moje podejście jest raczej losowe, coś jak w "Just Seventeen" (angielskie czasopismo młodzieżowe). Właściwie chcę zacząć od tego roku, kiedy w wieku 19 lat uczyłeś w klasztorze w Darjeeling. Jakie to było doświadczenie?


Benedict Cumberbatch: To była tybetańska osada na uboczu, zaraz za progiem Darjeeling, na granicy. Takie małe miasteczko stacja na wzgórzu. Byłem jednym z pięciu nauczycieli, którzy zrobili kurs treningowy. To było niezwykłe, ale kompletnie odosobnione doświadczenie. 
Yorke: Jak długo to trwało?
Cumberbatch: Pięć miesięcy. Spędziłem niemal pół roku wykonując dziwne prace żeby zebrać fundusze na przelot i kurs. Tam nie dostaje się kasy za nauczanie, zarabiasz zbierając doświadczenie. Jesteś otoczony przez mnichów i ich sposób życia. To był mały klasztor, a na samej górze była świątynia. Mieszkałem na niższym piętrze, kóre było wilgotne i były w nim wielkie pająki. Myślę, że to było blisko końca pory deszczowej, nie pamiętam dokładnie, ale było zimno. I ponieważ to było wysokoo nad poziomem morza można było otworzyć okno, a chmury jak suche lody snujące się po biurku. Natura była obecna wszędzie i to było szokująco piękne, tak jak i duch i natura i filozofia i sposób życia tych mnichów
Yorke: Wygląda na to, że wchłonąłeś większość z tego wszystkiego po prostu będąc tam. Nie musiałeś tego studiować.
Cumberbatch: Właśnie tak, nasiąknąłem tym. Osobowiości mnichów były głośniejsze niż jakakolwiek lekcja.
Yorke: To takie najlepsze uczenie, nieprawdaż?
Cumberbatch: Tak jest. Przed końcem chciałem wiedzieć, co do licha oni tam intonują, dlaczego robią to co robią i jak to robić samemu. To było jak pytanie "Jak mam dalej iść przez ten świat?" Po kursie odbyłem takie dwutygodniowe rekolekcje z jednym z nauczycieli.
Yorke: Miałeś 19 lat i zdecydowałeś się siedzieć na poduszce (zafu) przez ile godzin dziennie?
Cumberbatch: Wiele. I sypiając około czterech godzin, jedząc na przykład owsiankę i może trochę duszonego mięsa. Ta część odosobnienia była bardzo intensywna. Byliśmy z mnicahmi - mój Boże, jaką oni mieli dyscyplinę. To było odkrywcze. Są te historie i przypowieści i narzędzia dzięki którym można dojść do skupienia i medytacji i treningu, i zacząć ścieżkę do oświecenia. To takie trochę dziwne (co sobie myśleli): jest pomiędzy nami takich kilku nerwowych spoglądających na nas kątem oka, ludzi z zachodu. Osoba, kóra nas nadzorowała widziała, że byliśmy na prawdę oddani, ale widział też że to było po prostu za wiele. Nasze zapracowane umysły były stłumione. Ale to była szansa, żeby coś zacząć. Jestem niezwykle wdzięczny że mogłem tego doświadczyć.
Yorke: Zaskakuje mnie, że taki 19-letni dzieciak zapisuje się na coś takiego. Gdybym miał coś takiego robić w tym wieku prawdopodobnie uciekłbym i znalazł sobie coś do wypicia i zapalenia. W pewnym sensie zazdroszczę ci że doznałeś tego doświadczenia w tym wieku, ponieważ prawdopodobnie zawiązało to twój inny sposób na życie.
Cumberbatch: To było niesamowite. I na prawdę nie mogę nie zastanawiać się nad hojnością naszego nauczyciela. Powiedział: Nie obwiniaj się. Zamierzasz zostać studentem na uniwersytecie w północnej Anglii. Potrzebujesz mieć własne doświadczenia i własną radość a nie oceniać siebie. Nie żyj w poczuciu winy i żalu."
Yorke: Cóż bym dał za to, żeby ktoś powiedział mi coś takiego w wieku 19 lat! (śmieje się)


Cumberbatch: A jakie są twoje doświadczenia z tego okresu? Szukałeś czegoś?
Yorke: Zrobiłem sobie roczną przerwę po szkole, głównie pracując w jakichś gównianych miejscach, zarabiając dość pieniędzy żeby nagrać płytki demo i je powysyłać. A potem znudziło mi się to i poszedłem na studia i moja ścieżka kompletnie się zmieniła. Studiowanie sztuki rozsadziło mi umysł, bo byłem z tak kreatywnymi ludźmi jak nigdy i czułem, że tam należę. Tylko że ambicja i późniejsze dręczące myśli zaczęły mnie paraliżować, i na prawdę mogłem coś wtedy zrobić z kimś kto by mnie usadził i dbał o moje drugie ja, z drugiej strony.
Cumberbatch: Taak, ale wtedy poszedłem całkiem w innym kierunku i nie był to żaden rodzaj buntu. Stałem się czymś w rodzaju zwierzaka na przyjęcia. Przeżyłem ogromny upadek, podupadłem na zdrowiu. Przesadzałem. Ta osoba nie mogła wywodzić się z kogoś, kto wcześniej miała takie doświadczenia. Cofnąłem się bardzo.
Yorke: Chciałem wiedzieć, czy kiedykolwiek próbowałeś usunąć się z tej ścieżki na której byłeś. Czy czułeś kiedyś potrzebę, żeby wysiąść z tego pociągu? Pytam dlatego, że ja kroczyłem moją ścieżką i nie dotrwałem do jej końca. Nigdy o tym nie myślałem, aż do chwili, kiedy już nie byłem w moim ciele. Przeżyłem upadek i musiałem się zatrzymać na bardzo długi czas. A potem zacząłem studiować medytacje. I kiedy na prawdę w końcu usiadłem odnalazłem siebie na rozmyślaniach, siedzącego na poduszce, i to było jakby ktoś przyłożył mi radio do ucha i podkręcił na cały regulator. To było jak.. "o mój Boże!"
Cumberbatch:  To jest tak głośne, kiedy na chwilę przestaniesz tego słuchać... Będąc w nurcie przez cały czas, łapiesz te wszystkie najgłośniejsze rzeczy, które bywają najbardziej negatywne.
Yorke: Siadałem w moim studio i kiedy tylko zaczynałem pracę głosy zaczynały mówić do mnie "Nie uda ci się to, nie zrobisz tego", więc musiałem przestać. I wreszcie to zrozumiałem.
Cumberbatch: Zdecydowanie miałem przerwy tego typu. I jestem zaskoczony, jakie miałeś problemy. Nieustanne wymagania wytwórni płytowej, cały ten biznes... W każdym razie myślę, że jestem na wolniejszej trajektorii. To jest coś nad czym muszę pracować: oddzielić to, co jest na prawdę ważne, szanować energię nie przejmując się tym, co myślą inni. Uważam, że nic tak na prawdę nie przygotowuje na te rzeczy.



Yorke: Ale ty miałeś rodziców, którzy są w tym samym biznesie.
Cumberbatch: To pomogło bardzo. Nawet jeśli ich doświadczenia były inne niż moje. Nie byłem aktorem dziecięcym. Nie podróżowałem z nimi w trasie. Ale miałem wgląd w ich świat, więc wiedziałem w co wchodzę, w jaki obszar. Moi rodzice nadal są nieustającym źródłem wiedzy o zawodzie. Dużą motywacją dla mnie jest to, że chcę, żeby byli ze mnie dumni. Ale pewnie i to kiedyś się skończy.
Yorke: A więc ten film, który wkrótce ma wejść "The Current War", o bitwie pomiędzy Westinghousem i Teslą, jest czymś, na czego punkcie mój kumpel z zespołu Ed [O'Brien] dostał obsesji kilka lat temu, kiedy przeczytał książkę o tym.
Cumberbatch: Jest o tych niesamowitych facetach , o ogromnych nieporozmieniach, niedopowiedzeniach pomiędzy nimi, o gościach z olbrzymimi ego. To spowodowało utratę okazji współpracy niepodobnej do żadnej innej.
Yorke: Żylibyśmy na zupełnie innej planecie, gdyby Tesla wygrał...
Cumberbatch: Ale on był outsiderem w Nowym Jorku. Ludzie nie rozumieli jego serbskiego akcentu. Nie pomagało, że mówił jak prorok. Mówił o rzeczach, które formułował w swoim umyśle, ale nie miał modeli na choćby bezprzewodowe dostarczanie energii, nie mówiąc o komunikacji. Jak wszyscy wizjonerzy ośmielał się formułować tezy poza obowiązującym status quo. Straszna wynika z tego lekcja historii: za często ignorujemy takich ludzi, którzy pochodzą z innych regionów, państw, tylko dlatego, że są inni niż my.
Yorke: Ale zbudował którąś z tych rzeczy?
Cumberbatch: Jego praca ma ciągle olbrzymi wpływ na to w jaki sposób teraz żyjemy. I nie jestem w stanie teraz przytoczyć ci pojedynczej rzeczy którzą faktycznie zrobił (śmieją się obydwaj). Jest bez wątpienia najbardziej niezwykłą postacią, Westinghouse jest najbardziej ludzki, a Edison najbardziej błędny. I ci trzej panowie dążą do wiedzy o prądzie elektrycznym i jak go kontrolować: Edison jest władczy, Westinghouse próbuje budować więź przyjacielską i system dla rynku masowego, Tesla pracuje dla Edisona, Edison nie przyjmuje rady Tesli i nie zamierza tworzyć wzajemnych stosunków z Westinghousem. Tesla daje Westinghouse'owi swoje patenty. To zadziwiające. To mogło być prawdziwą tragedią.
Yorke: Dobra, głupie pytania teraz. Takie jak z "Just Seventeen". Czy jesteś dobry w mówieniu nie?
Cumberbatch: Nie.
Yorke: (śmieje się) Jesteś dobrym kierowcą?
Cumberbatch: Myślę, że jestem bardzo dobrym kierowcą.  Najwyraźniej przyczyną agresji kierowców, jak większości gniewu, jest pewien rodzaj kompleksu wyższości, który, Bóg wie, samochody pobudzają.
Yorke: Najlepszy czas, żeby posłuchać muzyki jest w samochodzie.
Cumberbatch: O, tak. Pierwszy raz słuchałem twojego "A Moon Shaped Pool" kiedy jechałem przez twoje rodzinne strony.
Yorke: Wtyczka!
Cumberbatch: Wtyczka. Był rewelacyjny. To był świetny sposób na usłyszenie go po raz pierwszy.
Yorke: Był rzeczywiście napisany do słuchania go w samochodach. Dora, następne pytanie: Czy łatwo obdarzasz zaufaniem?
Cumberbatch: Taak.
Yorke: Musisz, prawda?
Cumberbatch: Musisz, a czasem nie musisz. Czasem podczas rozmowy z dziennikarzem , kiedy odpowiadasz na pytania o rzeczy o których zwykle nie mówisz, nawet ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi, kończysz spowiedź i nawet nie myślisz jak to zostanie odebrane. Nie ma znaczenia jak wymyślni są ci dziennikarze, mają swoich wydawców, albo polityków, którzy kryją się za ich publikacjami, a to znaczy po prostu, że zamierzają ukształtować to co powiedziałeś w artykuł, który mają już napisany. Więc musisz być na prawdę ostrożny ze słowami. Ciągle jest to dla mnie trudne, co będzie do mnie mówić ktoś, kto ma do czynienia z prasą. I to właśnie dlatego jest fajnie rozmawiać z przyjacielem. Ale czasem z kawą i przyjaznym uśmiechem nagle zaczynam mówić bez myślenia o tym, jak to potem może być odczytane.
Yorke: Dobra, zatrzymam cię jeśli uznam że kopiesz pod sobą dziurę, w porząądku?
Cumberbatch: Bardzo proszę.
Yorke: Czy bywasz spontanicznie głupkowaty?
Cumberbatch: Spontanicznie głupkowaty to jest zaszufladkowanie do którego nie jestem pewien, czy mogę się przyznać.
Yorke: Czy uciekasz od problemów, czy stawiasz im czoło?
Cumberbatch: Myślę, że zdarzało się, że miałem odruchowe reakcje na rzeczy i czasami powiedziałem coś nie myśląc, będąc nadmiernie emocjonalnie zmącony w osądzie.
Yorke: Mówisz w kategoriach co powiedzieć ludziom?
Cumberbatch: Sytuacje kiedy to co mówię odbijają się bardziej, niż to co jest zdrowe. Uwielbiałbym po prostu mieć pracę polegającą na rozmawianiu. Stoimy na pozycji, gdzie ludzie zadają pytania chcą wiedzieć więcej nie tylko na temat pracy. I to może przejść na tematy, o których nie chcę mówić czy to na przykład o moim życiu prywatnym, albo na temat opinii o kwestiach/sytuacjach na świecie. Myślę, że lepszym rozwiązaniem po prostu, a nauczyłem się tego od ludzi mądrzejszych ode mnie, jest robić dobrą robotę, cicho pracować za zamkniętymi drzwiami.
Yorke: Za każdym razem kiedy przyjmujesz jakąś postawę postawę moralną chcą cię spalić.
Cumberbatch: Jest wiele osób którym nie przeszkadza wykrzykiwanie z ambony i bycie za to ocenianym. Oni robią w cholerę dobrych rzeczy, autentycznie dobrych, przyziemnych, zmieniających życie. Myślę więc, że czasem to jest takie działanie równoważące.
Yorke: Uważam, że cokolwiek wybierzesz do zrobienia nie znajdziesz się na pozycji kiedy niszczysz swoją zdolność do zrobienia innych rzeczy które robisz. Ja znalazłem się w takiej sytuacji zbyt wiele razy.
Cumberbatch: Nie nazywam siebie ekspertem dlatego, że grałem ekspertów. Wiem tylko trochę o niewielu sprawach. Ale bardzo trudno jest nie zostać wciągniętym w powiedzenie czegoś, szczególnie jeśli ma to związek z pracą.



Yorke: Skoro mówisz o twojej pracy, czy kiedykolwiek podjąłeś się roli a potem poczułeś jakbyś doszedł do miejsca "nie czuję się w tym zbyt pewnie" i chciałeś się wycofać?
Cumberbatch: Wiele razy. Ale jeśli nie umiesz upaść nigdy się nie poprawisz. Ale to nie były kompletne niepowodzenia, te przedsięwzięcia, ale było w nich też wiele rzeczy nie do końca dobrych. Jedna z moich pierwszych ról na scenie to była fantastyczna sztuka z fantastycznym reżyserem i z fantastyczną obsadą, ale ja po prostu nie mogłem odnaleźć mojej drogi do serca postaci. Bardzo się męczyłem.
Yorke: Tylko na próbach czy kiedy to się zaczęło?
Cumberbatch: Kiedy się zaczęło. Chodzi o sztukę Rhinoceros Eugène Ionesco. Nie boję się wymienić nazwy sztuki ponieważ już o tym mówiłem. Częściowo tak się działo bo moja głowa była gdzie indziej a potrzeba było dużo dyscypliny. Nie sądzę, żebym był na to gotowy. Nie sądzę, że miałem już do tego odpowiedni warsztat. To bardzo trudna sztuka, i jest w niej szczególnie trudna kwestia, i nigdy nie poczułem, że ją uchwyciłem. Byłem daleki od tego. Do pewnego stopnia w Hamlecie było tak samo.  Ale nie w kwestii produkcji czy czegoś innego, wyzwaniem było robienie tego wieczór za wieczorem. To było najbardziej niezwykłe. 
Yorke: To wtedy się spotkaliśmy! Pamiętam twój głos kiedy wszedłem do twojej garderoby, był głośny, bo grałeś przedstawienia i popołudniówki przez cztery tygodnie, tak było?
Cumberbatch: Osiem przedstawień w ciągu tygodnia.
Yorke: Robiłeś te na maksa wymagające emocjonalnie przedstawienia, wykładając wszystko jak na tacy, robić jeszcze raz i jeszcze raz, rano wstać, biec w kółko i znów od nowa. Ja bym oszalał.
Cumberbatch: (śmieje się) Nie, nie oszalałbyś. Treningi dały mi bazę żeby przez to przejść. Przy produkcji na tą skalę, w teatrze tak dużym, starasz się utrzymać swój głos na najwyższym poziomie. Cała praca jaką wykonałem, wszystkie te podciągnięcia i pompki pomogły mi utrzymać ciało w formie. Hamlet to jest około trzygodzinne ćwiczenie sercowo-naczyniowe, pomijając cały wysiłek mentalny przy nim i elementy które łamią duszę.
Yorke: Byłem pod wielkim wrażeniem. Widziałem w tobie człowieka całkowicie oddanego swojej pracy, dlaczegóż narzekam na moje terminy! Mam jeszcze kilka pytań z cyklu "Just Seventeen" . Czy masz kapcie?
Cumberbatch: Tak, zbyt wiele.
Yorke: Czy masz okulary do czytania?
Cumberbatch: Nie, ale jestem krótkowidzem. Potrzebuję okularów do filmów w kinie lub na koncerty. To nie jest jakiś hpisterski wymysł, na prawdę mam kiepski wzrok. Oto jak śmieszne jest moje życie: miałem testy na soczewki kontaktowe, ale nie znalazłem połowy dnia wolnego czasu żeby iść do optyka.
Yorke: Czy chodzisz w domu kiedy powtarzasz tekst?
Cumberbatch: Tak, do diabła.
Yorke: Moja dziewczyna też chodzi.
Cumberbatch: To na prawdę jest jedyny sposób, chyba że masz kogoś cały czas, kto może z tobą przerobić tekst.
Yorke: Będę chodził domu i słyszał tą paplaninę. Będę myślał Co do cholery to jest? aaa, to ona ćwiczy rolę!" (śmieje się) To jakby ktoś mówił językami.
Cumberbatch: Czy twoja dziewczyna ćwiczy też partie innych postaci? Mój ojciec zwykle tak robił. To dziwne słyszeć swojego tatę mówiącego do twojego taty.
Yorke: Tak. A czy ćwiczysz śmiech lub płacz? Wyobrażam sobie Benedicta w łazience robiącego: "ha, ha, ha, ha."
Cumberbatch: Prawdopodobnie płakałem w toalecie. Próbuję nie ćwiczyć, ponieważ mieszkam z takimi osobami w domu, że byłyby zaszokowane, gdyby ich tata zaczął mieć taki dziwny, rozhuśtany nastrój. Myślę, że to ważne mieć możliwość poćwiczyć w jakiejś odosobnionej zamkniętej przestrzeni. I to jest kwestia znalezienia czegoś, co wywoła efekt, mocnego drążenia w tej postaci którą grasz, w jej historii, a nie w swoim własnym życiu, bo to się może wymknąć spod kontroli. Śmianie i płakanie są bardzo podobne, w tym co się dzieje z twoim ciałem. To jest bardzo podobny proces dla przepony. Jak muzyk ćwiczy gamy, tak i ty musisz raz na jakiś czas rozgrzać swój głos.
Yorke: Czy masz dobre relacje ze swoim ego? Wiesz, ta część ciebie, która daje ci to czego potrzebujesz żeby zrobić rzeczy, które masz zrobić, ale w tym samym czasie potrafi zacząć kontrolować sprawę, jeśli nie jesteś ostrożny.
Cumberbatch: Dobrze to przedstawiłeś. I tak, myślę, że znalazłem równowagę. Ale są pułapki. Czuję emocjonalną odpowiedzialność za rzeczy, które mnie nie dotyczą. Dotyczą innych ludzi.
Yorke: Kiedy jesteś w trybie 'praca'?
Cumberbatch: Taak. To jest coś nad czym muszę pracować: żeby oddzielać to co na prawdę ważne, żeby oszczędzać energię przez nie martwienie się o to co myślą inni.
Yorke: Czy przynosisz pracę do domu?
Cumberbatch: Kiedy przekraczam próg domu, jestem w domu. Jeśli bym tego nie zrobił zostałbym skonsumowany przez jedną stronę ze szkodą dla ludzi którzy mnie kochają. A to zniszczyłoby pracę.
Yorke: Czy zamierzasz wrócić do teatru?
Cumberbatch: Są takie plany w niezbyt odległej przyszłości, ale nie w ym roku.
Yorke: Czy piszesz? Mam takie wrażenie, że piszesz, ale nikomu tego nie pokazujesz.
Cumberbatch: Masz absolutną rację. Ale nie sądzę, żeby moje pisanie mogło przerodzić się w jakieś scenariusze, czy powieści. To raczej sporadyczne pisanie.
Yorke: Co myślisz o słowach, które napisałeś?



Cumberbatch: Moje pisanie jest bardzo kiepskie. Często myślę dla kogo to jest? Czasem to są impresje na temat dnia w moim życiu, albo piszę jakąś fikcję. Czasem o rzeczach które chcę zapamiętać, albo próbuję pisać w moim okropnym francuskim.
Yorke: A dobry jesteś we francuskim?
Cumberbatch: Nie, zupełnie nie. To jest jeden z moich planów, który chciałbym osiągnąć. Chciałbym pewnego dnia śnić w języku francuskim. Włoski i francuski to są dwa języki, które chciałbym znać. (Sophie zna :) przyp. moja) 
Yorke: Jak są pocałunki po włosku? Nie potrafię zapamiętać.
Cumberbatch:  Baci, baci.
Yorke: Baci, Cumberbatch-y.
Cumberbatch: To jest bardzo Just Seventeen. Proszę, nie używaj tego.
Yorke: Możesz sobie wyobrazić zakończenie tego?

Zdjęcia: Mikael Jansson
Stylizacja: Ludivine Poiblanc
Rozmawiał: Thom Yorke